|
po kliknięciu
myszką na zdjęciu uruchomi się strona z biogramem (jeżeli
został dostarczony)
|
GDAŃSK

Andrzej
Adamczyk
BYDGOSZCZ

Józef
Pintera
ŁÓDŹ

Paweł
Darnowski

Wiesław
Łukomski

Jerzy
Nowicki

Andrzej
Niedbała
FOTO
CHEŁMNO
'82





FOTO
CHEŁMNO
ODSŁONIĘCIE
POMNIKA (11.11.2007)






|
TRZYSTU
Z KĘPY PANIEŃSKIEJ (c.d.)
W
przypadku Chełmna było jeszcze bardziej dramatycznie. Jerzy
Olszewski, koszalinianin internowany w obozie, współtwórca
„Solidarności” w regionie koszalińskim, a
obecnie członek komitetu upamiętniającego wydarzenia sprzed
25 lat, wspomina: – SB wspólnie z wojskiem postanowiło
umieścić w odosobnieniu
najbardziej
niepokornych –
i z punktu widzenia reżimu niebezpiecznych – działaczy
„Solidarności” średniego szczebla. Obozów o
charakterze wojskowym miało być kilkanaście w całym
kraju. Do dzisiaj wiemy o dwóch.
(Dzisiaj, gdy te słowa publikuję,
wiemy o istnieniu 6 takich obozów, a na istnienie następnych
zbieramy dowody. Obozy takie były w: Chełmnie, Czerwonym
Borze, Rawiczu, Unieściu, Budowie koło Złocieńca, Czarnem
koło Szczecinka. – dop. Leszek Jaranowski)
Czy powstało ich więcej?
Niewykluczone, ale to zadanie dla historyków i analityków.
Obóz w Chełmnie miał wymiar szczególny z uwagi na
lokalizację. Był to pięćdziesięciometrowej szerokości
pas ziemi między Wisłą i wałem przeciwpowodziowym. Przerażające
miejsce. Jak można było zakwaterować łudzi pomiędzy dwoma
zbiornikami wody?! Do dzisiaj uważam, że nie był to
przypadek".
W
tym samym tekście w „Dzienniku Wschodnim”,
autorstwa Magdaleny Bożko, czytamy również opinię Marcina
Dąbrowskiego, historyka z lubelskiego oddziału IPN: „To
nie przypadek, że 2 listopada '82 powołano do
„wojska” tak dużą grupę działaczy „Solidarności”
z całego kraju. 8 października sejm PRL uchwalił nową
ustawę o związkach zawodowych, która przekreślała szansę
na reaktywację „Solidarności”. W odpowiedzi na to 9 października podziemne władze związkowe wezwały działaczy do
zorganizowania 10 listopada strajku generalnego. To miała być
równocześnie rocznica zarejestrowania Solidarności w '80
roku. 11-13 października już zaczęły się pierwsze
zamieszki w kraju. Trzeba było coś z tym zrobić, tym
bardziej, że władze szykowały się do zniesienia stanu
wojennego. Wymyślono więc unieszkodliwienie działaczy
Solidarności poprzez masowe wcielenie ich do wojska. Najwięcej
osób było z krakowskiego, lubelskiego, gdańskiego, wrocławskiego i
z Wielkopolski. Nie ma wątpliwości, że miało to charakter
represyjny. To był to szczególnie dotkliwy obóz
internowania, o którym wiemy dziś jedynie z relacji świadków”.
Zgodnie z zarządzeniem szefa Sztabu POW wojsko powołało
w sumie 305 kandydatów. W Chełmnie utworzono z nich pięć
kompanii, a nie – jak zakładał rozkaz – cztery. Od
pierwszych dni kadra odbierała sygnały o niepokojach wśród
internowanych. Atmosfera była bliska otwartego buntu.
Wojskowym
nie udało się utrzymać mitu oficjalnych ćwiczeń
wojskowych. Okazało się, że wśród powołanych znalazła
się osoba na wózku inwalidzkim, inna nosiła gorset
ortopedyczny. Znamienny był przypadek
„poborowego”, który nie miał książeczki
wojskowej. Potęgowało to atmosferę ogólnego zdenerwowania.
„Rząd reżimowy powoli wycofywał się ze stanu
wojennego i restrykcji wobec działaczy „Solidarności”,
ale wiedział, że to nie służy jego utrzymaniu się przy władzy
– tłumaczy realia tamtych lat Jerzy Olszewski – Ogniskowa
ich kłopotów znajdowała się w zakładach pracy, dużych
skupiskach robotniczych. Średni aktyw „Solidarności”
miał najlepszy i najszerzej pojęty kontakt z ludźmi,
skutecznie przekonywał do swoich racji i wpływał na innych
w swoim „środowisku”.
O tym, jak bardzo „charakterystyczne” były to
ćwiczenia świadczą również wspomnienia Pawła
Darnowskiego: „(...) Rzeczywiście były to
„specjalne” ćwiczenia. Wezwano na nie rezerwistów w
bardzo różnym wieku (od 23 do 50 lat) i niekoniecznie zdrowych
(widziałem jednego w gorsecie gipsowym). Byli też ludzie, którzy
przysięgi wojskowej nigdy nie składali (jak choćby Jurek
Nowicki). Podobnie jak Witek Amiłowski próbowałem wymigać
się od tych „ćwiczeń”. Bez powodzenia zresztą.
Stawiliśmy się jednak nie 5 listopada, lecz 9".
„Jakie
było nasze zdziwienie –
kontynuuje wspomnienia Paweł Darnowski – kiedy próbowaliśmy
dowiedzieć się, jak trafić do jednostki, a nikt na ulicy nie
chciał z nami rozmawiać. Jak nam powiedziano: w mieście
rozpuszczono plotkę, że w jednostce zamknięte są
„niebieski ptaki”. Bo o „ekstremie” ludność
Chełmna dowiedziała się później i pomagała nam na różne
możliwe sposoby, na przykład osoby przyjeżdżające na
widzenia dostawały od taksówkarzy paczki z jedzeniem i
witaminami, które ci nam dostarczali regularnie i z
oddaniem”.
Zapewnieniem
sprawnego internowania pod pozorem ćwiczeń wojskowych zajmowała
się komisja, w której skład weszli: mjr Ryszard Chodynicki,
mjr Tadeusz Małolepszy, mjr Mieczysław Derdowski, kpt. Ryszard
Sobczak, kpt. Marian Gosz i kpt. Andrzej Ługowski.
Dowódcą
9. Pomorskiego Pułku Pontonowego, który zorganizował obóz internowania
na poligonie wodnym w Chełmnie był mjr Marian Łuczak. Zastępcą
dowódcy ds. politycznych 9. Pomorskiego Pułku Pontonowego w
Chełmnie był mjr Aleksander Kopystecki.
Józef Pintera tak wspomina moment powołania: Zdziwiło
mnie, że nie jest to moja macierzysta jednostka. Mieliśmy młodego,
ale świetnego dowódcę, który bardzo cenił sobie dobrych żołnierzy.
Byłem w jednostce pierwszym celowniczym i – jak podkreślał
mój dowódca – świetny w tej roli. Zmiana funkcji w
wieku trzydziestu sześciu lat, gdy praktycznie znalazłem się
na granicy poboru i z taką opinią dowódcy, co do przydatności
w jednostce była bardzo zastanawiająca.
Zdenerwowany
pojechałem do mojej jednostki i poprosiłem o wyjaśnienie –
kontynuuje Józef Pintera. Dowódca był równie
zaskoczony, twierdził, że z pewnością to nieporozumienie, a
ponieważ jednostka jest w strukturze ochrony lotniska wojskowego
to decyzja po jego interwencji będzie na pewno cofnięta.
Pojechał do Wojskowej Komendy Uzupełnień. Po powrocie przyniósł
mi wiadomości szokujące. Podkreślił, że mówi mi to w
wielkiej tajemnicy. Okazało się, że jest bezradny, ponieważ
mamy do czynienia z nową formą internowania w odniesieniu do
– jak go wprost poinformowano – „ekstremy
„Solidarności”.
Innego
z internowanych, Ryszarda Boniśniaka, z nakazem stawienia się
do jednostki wojskowej na „ćwiczenia", oficer LWP
odwiedził w domu. „Już wcześniej, podczas przesłuchań
esbeckich słyszałem, że zostanę odizolowany od społeczeństwa
poprzez umieszczenie w jednostce karnej – tłumaczy
działacz „Solidarności". – Ten oficer po
prostu wręczył mi bilet do Chełmna ".
Jerzemu
Olszewskiemu kartę powołania na ćwiczenia wojskowe dostarczyła
Żandarmeria Wojskowa. Działacz wspomina: „Miałem
wtedy dwadzieścia osiem lat. Pomyślałem: „ Wojsko
– wojsko, trzeba iść". Niczego nie przeczuwałem.
Dwudziestego ósmego października, po dziewięciu miesiącach
starań, zostałem wreszcie przywrócony do pracy. Tego samego
dnia wieczorem żandarmi przynieśli mi rozkaz powołania do
wojska. Skontaktowałem się z innymi koszalińskimi działaczami.
Doszliśmy do wniosku, że jest to ciąg dalszy represji, którym
byliśmy poddawani od dawna".
Józef
Pintera to, co zastał i przeżył w Chełmnie, zwłaszcza w
pierwszych tygodniach internowania, konfrontuje z własnym
wyobrażeniem i doświadczeniem poboru zasadniczego i doświadczeń
z odbywania służby wojskowej. „Myślałem naiwnie, Że
mundur żołnierza Polskiego jest cenny również dla komunistów,
przecież także w nim walczyli, że niemożliwe jest by odważyli
się go zeszmacić – tłumaczy. – Cały czas
do wyjazdu do Chełmna łudziłem się, że to koszmarna bzdura.
Chyba dlatego to, co później spotkało mnie w Chełmnie przeżyłem
w sposób bardzo szczególny ".
Wcześniej
wielokrotnie aresztowany i prześladowany przez SB Józef
Pintera traktował te represje jako coś naturalnego. Jak
wielu innych opozycjonistów prowadził bezwzględną walkę,
ale – jak przypuszczał – strony mimo wszystko
kierowały się zasadami kodeksu honorowego. Jedną z nich była
neutralność wojska. „Przecież w moim pojęciu wojsko
miało bronić interesu całego Narodu – przyznaje po
latach i z goryczą dodaje: – Pomyliłem się.
Rzeczywistość pokazała, że dla komunisty mundur Żołnierza
polskiego to instrument, który służy mu wyłącznie do
ukrycia prawdziwego oblicza ".
Pierwszego
dnia pobytu internowanych wojsko umieściło w budynku jednostki
(w samym Chełmnie). Józef Pintera wyjaśnia: „ W związku
z niepokojącą atmosferą w jednostce kadra zarządziła szybki
wymarsz w rejon planowanego miejsca zgrupowania, czyli do
obozu zlokalizowanego nad rzeką Wisłą, za wałem
przeciwpowodziowym, w rejonie zwanym Kępą Panieńską
(rezerwat przyrody). Sformowane kompanie pospiesznie wyposażono
w materace, koce, maski, zniszczone mundury, stare obuwie,
brudne
menażki i przybory do jedzenia. O ironio, żołnierzy wojsko
„zapomniało" wyposażyć w broń ".
Obóz
funkcjonował przy sięgającym kilkunastu stopni mrozie. „Warunki
były spartańskie – przyznaje Ryszard Boniśniak.
– Zimno, mokro, brak odpowiednich warunków sanitarnych
i opieki medycznej".
Jerzy
Olszewski: „Raz w tygodni wieźli nas do jednostki, żebyśmy
mogli wykąpać się pod prysznicem. Na co dzień mieliśmy do
dyspozycji miskę i zimną wodę. Nikogo nie interesował nasz
stan zdrowia ".
Ze
wspomnień Pawła Darnowskiego: „Normalnym było, że
kobiety z dziećmi, które przyjeżdżały na widzenia, trzymano
pod bramą na mrozie, uniemożliwiając nawet skorzystanie z
toalety. Widzenia najczęściej trwały kwadrans, w towarzystwie
„opiekuna". Co po podróży w wielu przypadkach przez
pół Polski i długim oczekiwaniu pod bramą było
skandaliczne. Słyszałem o przypadku żołnierza czynnej służby,
do którego w odwiedziny przyjechała matka. Przez przypadek lub
niedopatrzenie znalazł się na naszej sali widzeń. Po piętnastu
minutach matkę w ordynarny sposób wyrzucono, bo nie chciała
wyjść. Żołnierz podobno dostał przepustkę, żeby matkę
przeprosić za tą pomyłkę. Miałem to „szczęście",
że zachorowałem (zapalenie oskrzeli lub płuc; pamięć
zawodzi) i jedyne widzenie, jakie miałem odbyło się w
cywilizowanych warunkach ". Z widzeniem wiąże się
ciekawa historia. Paweł Darnowski opowiada: „Z poligonu
na izbę chorych przywiozła mnie sanitarka. O moim i Włodka
Kurpińskiego (niestety, już nieżyjącego) pobycie na izbie
chorych, rodziny powiadomił (zwolniony ze względu na stan
zdrowia) Witek Amiłowski. Panowie na bramie z uporem
twierdzili, Że jesteśmy na poligonie i widzenie nie jest możliwe.
Po długich targach zgodzili się, Że jesteśmy na miejscu, ale
koniecznie chcieli dowiedzieć się, jak informacja o naszym
pobycie na izbie chorych dotarła do naszych domów. Do dzisiaj
tego nie wiedzą "
Archiwum
Wojsk Lądowych w Toruniu, zarządzenie numer 232 szefa Sztabu
Pomorskiego Okręgu Wojskowego (28.10.1982 roku): „Sformowane
na poligonie wodnym w Chełmnie oddziały objąć intensywnym
szkoleniem w specjalności korpusu osobowego, inżyniersko-saperskiego,
głównie w grupie osobowej budowy dróg, mostów i
fortyfikacji oraz grupie przeprawowej, a ponadto wykorzystać
do zabezpieczenia wykonania bieżących prac inżynierskich na
poligonach i placach ćwiczeń według specjalnie opracowanego
programu z zachowaniem wszelkich obowiązujących rygorów służby
wojskowej".
Same ćwiczenia wojskowe miały osobliwy charakter. Paweł
Darnowski relacjonuje: „ O ile kopanie dołów przez
jednych, a zasypywanie przez drugich można nazwać ćwiczeniami!
– zastrzega. – Ogólne rozbawienie wzbudziła
budowa schronu przeciw-atomowego. Głęboki dół, gałęzie i
faszyna – to był patent na schron. Codziennymi praktykami
było trzymanie ludzi na mrozie i śniegu w tenisówkach.
Nieszczęśnicy mieli zwolnienia lekarskie od noszenia butów,
poranione i poobcierane nogi. Gdy sam otrzymałem zwolnienie, po
chorobie, od prac ciężkich usłyszałem: „Zwolnieni wystąp!
". Wystąpiłem. „Oddać łopaty! – to było do
mnie i kilku kolegów. – Pobrać piły i topory. Do
wycinania drzew marsz! ". Tak oto traktowano zwolnienia
lekarskie".
Osobnym
rozdziałem były protesty głodowe. „Jak sama nazwa
wskazuje taki protest polega na odmowie przyjmowania jedzenia
– przypomina Paweł Darnowski.
–
Różnica w głodówkach naszych i tych prowadzonych w innych
ośrodkach odosobnienia polegała na tym, że nas nie zwalniała
od pracy przy kopaniu dołów".
Z
protestem głodowym wiąże się pewna historia. „Drugiego,
bądź trzeciego dnia akcji, gdy nasi opiekunowie zaczęli
wpisywać w książki kompanijne ilość wydawanych codziennie
posiłków (co miało udokumentować skalę protestu) doświadczyliśmy
próby zmuszenia nas do pobierania jedzenia – wspomina
Paweł Darnowski. – Wyglądało to tak: w nocy powstał
drewniany labirynt. Wpuszczano nas do niego pojedynczo. Przyznaję,
że było to dziwne uczucie. Ciemno, nie widziałem, co z tym,
który wszedł wcześniej, ani co dzieje się za moimi plecami.
Pamiętam: dochodzę do kotła i... jak tu się zachować? Jak
postępują inni? Chciałem ominąć wydającego, ale zatrzymał
mnie bodajże major i wydał rozkaz pobrania jedzenia. Odmówiłem.
Wtedy usłyszałem: „za niewykonanie rozkazu kara więzienia
do lat pięciu". Wziąłem jedzenie i wyrzuciłem je do
kosza. Major odbiera mi książeczkę wojskową. Takie postępowanie
prawdopodobnie powodowało, że w papierach liczba wydanych
posiłków się zgadzała i głodówka, wciąż tylko w
dokumentach, przestawała istnieć".
Ryszard
Boniśniak: „Zależało im na spokoju. Żadnych strajków
głodowych! Aby nas zniechęcić do takiego zachowania, kadra,
która nas pilnowała stosowała różne wymyślne kary, na
przykład: musztry nocne, stosowanie gróźb (o osadzeniu w więzieniu),
konfiskata krzyży z namiotów, nakazy wykonywania ciężkich
prac fizycznych (rozkopywanie wałów ochronnych)".
Józef Pintera: „Dzisiaj, patrząc z
perspektywy czasu, nie mogę zrozumieć, na co liczyłem jadąc
do Chełmna. Po przyjeździe, podczas rejestracji, oświadczyłem
majorowi, chyba przewodniczącemu komisji, że wiem o nowej
formie internowania, zaznaczając jednocześnie, że jeżeli
mylę się, to przynajmniej ze względu na mój dojrzały wiek,
jak również stan zdrowia oczekuję zwolnienia mnie z ćwiczeń.
Major spokojnie odparował, że mam dobre informacje i dopiero
tu nauczą nas rozumu i zrobią z nami porządek".
(c.d.n.)
wróć
do galerii
|
©
Stowarzyszenie Osób Represjonowanych „Chełminiacy”
'82
©
Józef Pintera,
Leszek Jaranowski
Nieautoryzowane
rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej strony w
jakiejkolwiek postaci bez wiedzy i zgody jest zabronione. Publikowanie,
wykonywanie kopii na dowolnych nośnikach powoduje naruszenie praw
autorskich.
W
sprawach udostępnienia materiałów proszę się kontaktować z
autorem strony Leszkiem Jaranowskim.
|
|