Akta IPN 0236 / 263 tom 1

21 października 1982 roku dyrektor Departamentu V MSW w Warszawie płk. Józef Sasin wystosował do zastępców komendantów wojewódzkich MO do spraw SB pismo, w którym nakazał do 23 października 1982 roku wytypować osoby rekrutujące się głównie z dużych zakładów pracy, podejrzane o inspirowanie i organizowanie strajków i zajść ulicznych, druk, kolportaż, łącznikowanie, a nie nadających się (z braku dowodów) do internowania lub zatrzymania.

29 października 1982 roku Departament III MSW sporządził wykaz osób wytypowanych do odbycia zasadniczej służby wojskowej lub ćwiczeń wojskowych. Tego rodzaju wykazy trafiły do kilkudziesięciu WKU w całym kraju.

Z powyższego wynika, że SB ściśle współpracowała z WSW.

webdisign © Leszek Jaranowski

 

po kliknięciu myszką 

na miniaturce zostanie 

ona powiększona

stempel 1 mini

stempel 2 mini

 

 

23 stycznia 2007 r. - Debata o stanie wojennym z udziałem Ministra Obrony Narodowej Radosława Sikorskiego

 

Minęło ćwierćwiecze, a stan wojenny wzbudza nadal emocje i kontrowersje , nawet na poziomie faktów nie tylko ocen i interpretacji historycznych. Pokazała to również gorąca debata „Stan wojenny z perspektywy ćwierćwiecza”, zorganizowana 23 stycznia 2007 r. przez Wojskowe Biuro Badań Historycznych. W otwarciu dyskusji panelowej uczestniczył Minister Obrony Narodowej Radosław Sikorski, dr Jerzy Szaniawski z UKSW, prof. dr hab. Paweł Wieczorkiewicz z UW, prof. dr hab. Jan Żaryn z IPN.
Największym paradoksem stanu badań nad stanem wojennym jest... brak rzetelnych (opartych na zweryfikowanych żródłach i dokumentach) badań historycznych nad udziałem wojska, najważniejszego - oprócz politycznych decydentów i inspiratorów - podmiotu tej operacji.

Taka zaskakująca konstatacja pojawiła się w drugiej części dyskusji w wystąpieniu płk. Krzysztofa Komorowskiego, reprezentującego organizatorów spotkania – WBBH. Nadal , mimo że żyje wielu świadków tamtych wydarzeń, bezpośrednio zaangażowanych w przeprowadzenie tej wielkiej( 250 tys.żołnierzy ) operacji polityczno-militarnej (przez część historyków nazywanej też zamachem stanu ) wiele tematów badawczych to do dziś terra incognita. Postulatem badawczym pozostaje m.in. postawy młodej kadry i żołnierzy ( brak badań socjologicznych). Do zbadania pozostaje np. rola Wojskowej Służby Wewnętrznej, kontroli wojskowej, wywiadu i kontrwywiadu, zwłaszcza w świetle rozwiniętej wówczas sieci inwigilacji, represyjna rola prokuratury wojskowej. Do przebadania przez historyków jest też rola i skutki działania oficerów skierowanych w stanie wojennym do administracji cywilnej. Interesujące byłoby zbadanie roli propagandy specjalnej, sterowanej przez Główny Zarząd Polityczny WP. Zwłaszcza, jak działał mechanizm całodobowych dyżurów oficerów w garnizonach wojskowych, kierowanych rzekomo do ochrony, a de facto do podsycania atmosfery zagrożenia ze strony „ekstremy solidarności”, jak określano wówczas w propagandzie opozycję wobec władzy komunistów. Dużym tematem czekającym na opisanie przez naukowców pozostaje sprawa roli i udziału komisarzy wojskowych, kierowanych do strategicznych obiektów przemysłowych. Wobec tak wielu białych plam na mapie historii stanu wojennego nie może dziwić brak wiedzy i prawdziwego obrazu stanu wojennego wśród młodego pokolenia Polaków. Ostatnie wyniki poparcia dla stanu wojennego (46%),przytoczone przez ministra Sikorskiego, też zdają się potwierdzać brak obiektywnej wiedzy na ten temat w narodzie. Minister wskazał też na jeszcze wyższy odsetek tego poparcia dla decyzji generała Jaruzelskiego w środowisku wojskowym. Minister powiedział, że nadal nierozstrzygnięta, w kontekście dyskusji o stanie wojennym, jest kwestia podstawowa :kogo należy uznać za zdrajcę, a kogo za bohatera: gen. Jaruzelskiego czy plk Kuklińskiego...
Wskazując na przyczyny takiego stanu wiedzy na temat stanu wojennego płk Komorowksi wymienił m.in., niechęć do składania relacji przez starą emerytowną kadrę dowódczą, niedostępnoścć, braki w dokumentach (zniszczone, ukryte?).
Ponieważ debata, która odbywała się na Banacha była podsumowaniem konwersatorium, które odbyło się 30 listopada, wypowiedzi prelegentów miały charakter skrótowy; chodziło raczej o zasygnalizowanie wniosków i zagadnień, które są w orbicie zainteresowań historyków. Tak też został potraktowany temat roli Kościoła w stanie wojennym. Jan Żaryn z IPN przypomniał, że SB przygotowało scenariusz wpisania Kościoła w akcję „pacyfikacyjną”, wyciszania nastrojów itp. w stanie wojennym. Taką rolę odegrały m.in. delegacje, które zjawiły się u prymasa Glempa i innych hierarchów w chwili wprowadzenia stanu wojennego. Kościół nie dał się wpisać w ten scenariusz. Za to miał ogromne zasługi we wspieraniu prześladowanych w stanie wojennym ( komitet prymasowski i parafialne komitety pomocy). Umożliwił też stworzenie alternatywnej dla państwa „administracji rządowej”, powiedział prof. Żaryn. Taką rolę, zdaniem historyka z IPN, pełniły duszpasterstwa środowiskowe, np. duszpasterstwo środowisk twórczych, służby zdrowia, edukacji, itp.
Kościół w stanie wojennym przygarniał wszystkich, wierzących i niewierzących, powiedział prof. Żaryn. O zmianie stosunku ekipy gen. Jaruzelskiego w stosunku do Kościoła, który nie spełniał oczekiwań władzy, było m.in. storpedowanie misji Kardynała Luigi Poggiego z Watykanu, po liście od Jana Pawła II (który m.in. upomniał się o prześladowanych) do gen. Jaruzelskiego. Generał uznał ten list za obraźliwy, powiedział Jan Żaryn.
Dyskusji o stanie wojennym przysłuchiwało się wielu żołnierzy zawodowych ,zarówno młodszego, jak i starszego pokolenia. Byli m.in. emerytowani generałowie m.in Wacław Szklarski.
Oficjalne władze wojskowe reprezentował Szef Sztabu Generalnego Franciszek Gągor,
Obecny był senator Piotr Andrzejewski z PiS, który mówił o złamaniu zasady legalizmu przez wprowadzenie stanu wojennego ( złamanie ówczesnego prawa).

Elżbieta Szmigielska - Jezierska

www.ordynariat.wp.mil.pl 

 

 

wróć do strony

głównej

 ostatnia aktualizacja: 9.01.2012

po kliknięciu myszką na zdjęciu uruchomi się strona z biogramem (jeżeli został dostarczony)

WROCŁAW

Witczak Krzysztof - fot. Leszek Jaranowski

Krzysztof Witczak

 

Witold Szczeblewski - fot. Leszek Jaranowski

Witold Szczeblewski

 

Jan Krusiński - fot. Leszek Jaranowski

Jan Krusiński

 

 

POZNAŃ

Chojnacki Roman

Roman Chojnacki

 

Kluczyński Edward - fot. Leszek Jaranowski

Edward

Kluczyński

 

Jan Krusiński - fot. Leszek Jaranowski

Marcin Kęszycki

 

Stegient Józef - fot. Leszek Jaranowski

Józef

Stegient

 

Slezak Tadeusz

Ślęzak

Tadeusz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

24 listopada zmarł tragicznie nasz kolega 

Jan Krusiński

ps. „Stańczyk”

Sercem i duszą oddany Solidarności Walczącej, wieloletni szef Radia SW. Internowany w Wojskowym Obozie Specjalnym w Rawiczu. Przedstawiciel Internowani.pl na Dolnym Śląsku. Kawaler Krzyża Oficerskiego Orderu Polonia Restituta,

5/6 listopada 1982 r. około 200 osób z Wielkopolski: z HCP (ok. 40 osób), POMET-u, Zakładów Graficznych im. Kasprzaka oraz ze środowisk inteligenckich z kategorią "C" i "D" powołano do wojska i wcielono do karnych kompanii w WOS w Rawiczu.

 

 

 

Trzej muszkieterowie z obozu w Rawiczu

Krzysztof Witczak, Jan Krusinski, Witek Szczeblewski – poznali się w Rawiczu,

a potem stworzyli grupę Radio Solidarności Walczącej we Wrocławiu

 

 

 

W 1982 zostałem powołany do jednostki wojskowej w Rawiczu.

Obecnie już nie istniejąca jednostka wojsk sapersko-pontonowych nr.1431, specjalnie przygotowana na przyjęcie ludzi z Solidarności, w październiku 1982 po ewakuacji żołnierzy służby zasadniczej w jednym z budynków po pomalowaniu pomieszczeń, zamknięto budynek i zaplombowano. Nawet miejscowa kadra nie wiedziała, co tam robiono. Kadra została dobrana specjalnie pod przyszły „nabór” ludzi, którzy mieli być w niej internowani, według późniejszej informacji od miejscowych oficerów mieli przyjąć kryminalistów. Część kadry została ściągnięta bodajże z Żagania jak chorąży Tomasiewicz, chorąży Frąszczak, porucznik (?) Piekarz, najprawdopodobniej pracownik WSW.

Oficerowie sztabowi pozostali w większości miejscowi; dowódca jednostki pułkownik Michalski, jego zastępca do spraw politycznych, dowódcy kompanii I oraz II a także szefowie kompanii, (nasz szef kompanii sierżant Klesa nałogowy alkoholik) wszyscy z Rawicza.

Jednostkę zabezpieczała kompania żołnierzy świeżo po przysiędze, ( tak zwane koty) ze służby czynnej zakwaterowani w innym budynku, poinformowani, że będą pilnować przestępców wypuszczonych z więzień.

 

„Powołanie” do Rawicza

W moim przypadku odbyło się prawie w cywilizowany sposób; pewnego wieczora ktoś zapukał do drzwi, żona otworzyła, w progu stały dwie osoby w mundurach jeden podoficer z bronią krótką na pasie a drugi szeregowy z kałachem na ramieniu. Zapytali czy zastali Krzysztofa Witczaka, poprosili mnie o dowód osobisty celem potwierdzenia tożsamości i wręczyli za pokwitowaniem, papierek, w którym stało, że mam się stawić do jednostki numer 1431 w Rawiczu dnia 5 listopada 1982 r. grzecznie podziękowali, zasalutowali i poszli. Wrażenie było niesamowite, w wojsku nigdy nie byłem i wcale mi się nie spieszyło do odbycia „służby wojskowej”, tym bardziej, że tyle lat migałem się na wszelkie sposoby, aby uniknąć tego zaszczytnego obowiązku. Poza tym zajmowałem się w podziemiu kolportażem prasy RKS-u odtwarzając siatkę po odejściu z RKS-u Kornela Morawieckiego i Rustejki wraz z częscią ludzi, a następnie nią kierując, więc wcale nie pasował mi taki zaszczyt. Miałem propozycję od znajomej lekarki, aby zamelinować się w szpitalu na oddziale neurochirurgii szpitala im. Marciniaka we Wrocławiu, ale nie skorzystałem z niej. Razem ze mną do Rawicza powołany został kolega ze Spomaszu, Antoni Cholewniński, oraz kolega z Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Spomasz – nie pamiętam nazwiska - ale już w Rawiczu okazało się, że został powołany przez pomyłkę i po kilku dniach odesłano go do domu. Po przybyciu do jednostki okazało się, że jest tu wielu ludzi nie nadających się do normalnego życia a co dopiero do wojska; człowiek w okularach o szkłach jak denka od butelki, inny zagipsowany do pasa, narkoman na chaju i inni. Wszystkich takich skierowano do izby chorych na terenie jednostki. Wielu z nich po jakimś czasie odesłano gdzieś. Najciekawszą postacią, którą dowieziono suką WSW po około dwóch tygodniach był człowiek wyglądający jak Rumcajs, broda do pasa, włosy takie same. Po kilku tygodniach WSW zabrało go z jednostki w kajdankach.

Zostałem przydzielony do II kompanii, (dowódca kapitan Moss), drugiego plutonu, (dowódca chorąży Frąszczak, dowódca drużyny kapral Malchrek a szef kompanii, sierżant Klesa)  i zakwaterowany w sali Nr 202 razem z Romkiem Chojnackim, poetą, pracownikiem Teatru Nowego w Poznaniu, Marcinem Kęszyckim, aktorem Teatru Ósmego Dnia z Poznania, Zenkiem ?? z Dzierżoniowa, Romanem z Wrocławia, który z powodu jakiejś choroby nie mógł nosić obuwia wojskowego i przechodził cały pobyt w Rawiczu w tenisówkach, Witkiem Szczeblewskim z zakładu Wrozamet. Razem z nami spał nasz dowódca drużyny kapral służby czynnej, Malcharek pochodzący ze Śląska. Całe drugie piętro zostało przydzielone drugiej kompanii, podzielonej na trzy plutony, natomiast na parterze pierwsza kompania też składająca się trzech plutonów. Razem na pietrze kwaterowało blisko 90 osób, podzielonych na trzy plutony po około 30 osób. Ludzie pochodzili z różnych regionów Polski, Wrocław, Dzierżoniów, Poznań, Zbąszynek, Jastrzębie, Bytom.

 

Szkolenie

Szkolenie zaczęło się od następnego dnia propagandą polityczną w sali wykładowej prowadzone przez  politruka kompanii, porucznika imieniem Grześ. Polegały one na tym, że trep czytał konspekt a my odwróceni placami do niego, każdy robił, co chciał, krzyżówki karty itp. On swoje my swoje. Z początku próbował wymusić na nas uczestnictwo w zajęciach, ale po kilku próbach dał sobie spokój i każdy robił swoje do czasu aż ktoś z kolegów zaproponował, że takie samo szkolenie może sam przeprowadzić. Okazało się, że „władza” się zgodziła, warunkiem było „okazanie do wglądu” konspektu przed prezentacją. Referat przygotował chyba Radek Rozpędowski. O ile pamiętam to tematem był chyba Piłsudski. Na prelekcję pojawiła się prawie cała kadra wojskowa ze sztabu, następnie biorąca udział w dość gorącej dyskusji z nami na temat referatu. Polegli w nierównym boju i niestety był to pierwszy i ostatni z serii referatów przygotowanych przez internowanych. Po kilku dniach pobytu zaczęło się szkolenie musztry na placu apelowym. Każda kompania w innym czasie, tak, aby nie było wzajemnych kontaktów na placu. - To była zasada, aby obie kompanie wzajemnie izolować, utrudniać kontakty. Stosowano tą zasadę nawet w doprowadzaniu nas na posiłki do budynku stołówki. Każda kompania osobno, a już kompanię wartowniczą, szczególnie pilnowano abyśmy czasem ich nie zdeprawowali, tym bardziej, że komuś z internowanych strzeliło do głowy aby po każdym skończonym obiedzie, po wyjściu z budynku stołówki zameldować, stojącemu w zaprzęgu i czekającemu po zlewki z kuchni, koniowi „obywatelu koniu melduję posłusznie, że do cywila pozostało i tu liczba dni do wyjścia” . Przerodziło się to w tradycję i nawet nieobecność konia nie przeszkadzała w meldunku. Kadra próbowały z tym, walczyć, bez rezultatu. – Musztra polegała na tym, że trep stał sobie na placu i wydawał polecenie „na przód marsz” następna komenda np. w lewo zwrot wydawana przez trepa była ignorowana i kompania szła sobie na wprost aż trep dobiegł do grupy i wymusił zmianę kierunku. Było też szkolenie na temat broni – trep przyniósł PM wz.42 rozebrał go na części , złożył i kazał dow. drużyny odnieść do magazynu broni. 

 

Wigilia

Do Świąt Bożego Narodzenia szykowaliśmy się starannie, w tajemnicy przed kadrą, ale jak się okazało informację o przygotowaniach do świąt szybko dotarły do sztabu, co spowodowało, że zapowiedziano nam, że każde zbiorowe obchodzenie święta będzie karane. Na wigilijną kolację zaserwowano groch z kapustą i boczkiem, większość oczywiście zrezygnowała z takiej tradycji i udało się na nielegalną część Wigilii zorganizowanej w świetlicy kompanii. Za białe obrusy posłużyły zajumane z magazynu prześcieradła, mała szopka postawiona na stole była jedynym akcentem świątecznym, oczywiście na talerzyku znalazł się opłatek. Oficer polityczny naszej kompanii Grześ miał wyznaczony dyżur na kompanii i zadanie niedopuszczeniu do „nielegalnych obchodów”, ale nie potrafił temu zapobiec. Zaprosiliśmy pierwszą kompanię z parteru i zaczęliśmy Wigilię, były kolędy i łamanie się opłatkiem, oczywiście czujny polityczny Grześ uczestniczył biernie stojąc sobie przy oknie. W pewnym momencie Leszek Nowak stwierdził, że w taką noc nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem, i zaproponował, aby połamać się opłatkiem z politycznym Grzesiem, co też uczynił jako pierwszy, za nim podchodzili inni. Polityczny Grześ nie wytrzymał i w pewnym momencie rozpłakał się, co wywołało wielkie wrażenie. Nawet taka kanalia polityczna, jak widać też ma w sobie coś z człowieka. Niestety kanalia pozostanie kanalią, jak się potem okazało, o czym napiszę dalej.

 

Głodówka

Politrukiem jednostki był pułkownik, wysoki, siwy chwalący się swoją frontową przeszłością, lubiący wypić, co było dość często czuć po alkoholowym chuchu, chwiejnym chodzie i zaczerwienionej gębie. Lubił pojawić się wieczorami na kompanii i łazić po salach. Pewnego wieczora pojawił się jak zwykle „na chuchu” i wlazł do jednej z sal. Zobaczył na szafce jednego z kolegów krzyżyk oraz Pismo Święte, wziął je w dwa palce jak brudną szmatę i z jakimś wulgarnym komentarzem zrzucił je na ziemię. Doszło do ostrej dyskusji i polityczny zwiał szybko z kompanii. Była to ostatnia kropla, która przelała przysłowiową czarę. Następnego dnia cała kompania odmówiła śniadania i mimo usilnych prób namówienia nas do zjedzenia obiadu nikt nie wyłamał się. Następnego dnia z rana zarządzono wymarsz na poligon. Uzbrojono ludzi w saperki, kilofy a także w hełmy i przegoniono wszystkich ponad pięćdziesiąt kilometrów w padającym deszczu ze śniegiem a następnie na poligonie zarządzono kopanie stanowisk obronnych. Najbardziej cieszyło, że trepy też musiały dreptać z nami na piechotę. Na poligon przyjechał po pewnym czasie prokurator i nakazał przerwanie strajku głodowego, w przeciwnym razie zostaną aresztowani „prowokatorzy”, inicjatorzy strajku, podkreślając, że w Czerwonym Borze w takiej samej jednostce aresztowano i skazano kilka osób za bunt. Pod groźba więzienia, wyrażono zgodę na przerwanie strajku, oczywiście natychmiast podwieziono kotły z jedzeniem i nastąpił powrót do jednostki. Na miejscu okazało się, że trzy czwarte ludzi miało poobcierane nogi, niektórzy aż do krwi. Trepów też to nie ominęło, ale trzymali to w tajemnicy. Na kompanie przyszedł lekarz z pielęgniarką i zaopatrywali poranione nogi wydając jednocześnie wielu osobom zwolnienie z zajęć. Po zjedzonym posiłku wszystkim łaskawie pozwolono na udanie się spać. Niedługo trwał wypoczynek, bo po trzech godzinach zarządzili alarm, wydano saperki i wygonili ludzi na poligon, tym razem w pobliżu jednostki, celem ćwiczeń miało być ułożenie pola minowego. Ponieważ trepy dostały w pupkę nie mniej od nas, skrócili te ćwiczenia do minimum i zarządzili powrót do jednostki.

 

„Poligon”

Po Nowym Roku wywieziono cała naszą grupę do miejscowości Bełcz nad Odrą, na poligon położony nad brzegiem rzeki Odry. Po przybyciu na poligon pijany sierżant Klesa kazał pilnować komuś metalową kasetę z pieniędzmi i dokumentami a sam wyrwał na wieś celem dalszej konsumpcji napojów leczniczych. Na samochodach pozostał całe wyposażenie, które miało służyć do budowy obozu, namioty, łóżka, sienniki, piecyki do namiotów itp. Najcenniejszym, jak się potem okazało, towarem były buty gumowe, tzw. gumofilce, które metodą wymiany na alkohol w dość znacznej ilości wylądowały natychmiast wśród miejscowych rolników. Poligon w Bełczu kojarzy mi się z nieprzespanymi z zimna nocami i zdarzeniem którego bohaterem był jeden z kolegów, Pieciul. Otóż pewnego popołudnia kapitan Mos wyszorował się pięknie, wypachnił , załadował pupę do auta i kazała się zawieźć gdzieś daleko od poligonu. Nad  ranem któryś z oficerów miał po niego wysłać auto. Zdarzyło się jednak tak, że Pieciul po capstrzyku wykradł się do wioski, napić się wódeczki i koło godziny drugiej w nocy wracając w pijanym widzie miał najbliżej o namiotu kapitana Mosa, wszedł, padł w wyro i sobie chrapał do rana. Dopiero pojawienie się w biały dzień Mosa spowodowało wielką awanturę, ponieważ nie wysłano po niego auta sądząc, że to on wrócił wcześniej i nic nikomu nie mówiąc wlazł do wyra i sobie smacznie chrapał.

Pewnego mroźnego dnia czyli 08.01.1983 w trybie alarmowym kazano nam ładować się na ciężarówki i z poligonu przewieziono do jednostki w Rawiczu, zarządzono kąpiel strzyżenie i zaczęto wzywać po jednej osobie do sztabu. Tam okazało się, że przy stole siedzi kilku wojskowych, stoi sztandar. Kazano stanąć na baczność, odczytano rotę przysięgi, kazano złożyć podpis w jakiejś książce. Nawiasem większość ludzi składała podpis innej osoby, mimo że wcześniej nikt się nie umawiał aby tak zrobić. Była to przysięga, jak to potem określił w prywatnej rozmowie kpt. Mos, pierwsza tajna przysięga w polskim wojsku. Po „przysiędze” był nawet uroczysty obiad a potem w samochody i do Bełcza na poligon.

 

Podsłuchy w pomieszczeniach mieszkalnych jednostki

Pierwszego dnia po zakwaterowaniu nas, przeprowadzono poszukiwanie podsłuchów na salach, w gniazdkach i kontaktach elektrycznych, oprawach lamp, za grzejnikami, w kanałach wentylacyjnych. Nie znaleziono nic, co by wyglądało na podsłuch. Po miesięcznym pobycie w jednostce wszystko wskazywało, że jednak są podsłuchy, albo kapusie, ponieważ następnego dnia po tym, jak sobie w nocy słuchaliśmy na maleńkich radyjkach rozgłośni Radia Wolna Europa, rano pod naszą nieobecność w sali robiono kipisz i zabierano radia. Powtarzało się to wielokrotnie, więc pewność była całkowita.

Któregoś dnia Zenuś zdjął kratkę i zaglądnął do kanału wentylacyjnego, po włożeniu maksymalnie jak się daleko dało ręki, stwierdził; coś tam wisi. Po krótkiej debacie postanowiono, zrywać, co by to nie było. Okazało się to mikrofonem oblepionym plasteliną, pomalowaną na czarno i podłączonym wojskowym kablem PKL do jakiegoś urządzenia nagrywającego na strychu budynku. Po stwierdzeniu przez Janka Krusińskiego, że to podsłuch, przekazałem Antkowi Cholewińskiemu z I kompanii, że w kanałach wentylacyjnych są podsłuchy i ściągamy wszystkie, która się da ściągnąć.

Rano po śniadaniu zebrano wszystkich w sali wykładowej na kompanii i zapowiedziano, aby oddać „dozymetry, które były montowane na wypadek wojny do badania skażenia radiologicznego” i nikt nie opuści sali dopóki się one nie znajdą.

Po kilku godzinach przekonywania na różne sposoby, Janusz oddał chyba dwa mikrofony wsadzone do tubki pasty. Pozostałe nigdy już nie wróciły do właścicieli, ponieważ jeden pojechał do Wrocławia a drugi został rozebrany na miejscu celem stwierdzenia, co to jest.

Po wyjściu z wojska przez jakiś czas kontaktowałem się z Romkiem Chojnackim, aż do jego wyjazdu z Polski i Marcinem Kęszyckim.

We Wrocławiu rawickie kontakty zaowocowały stworzeniem grupy złożonej między innymi z Janusza Krusińskiego, Janusza Lewandowskiego, Janusza Lubkiewicza i mnie. Tak powstała wrocławska  sekcja Radia Solidarność Walcząca, która nagrywała i nadawała podziemne audycje radiowe i telewizyjne, aż do 1990 roku, czyli do oficjalnego ujawnienia w Warszawie Solidarności Walczącej.

 

Motorówka

Ciekawym epizodem była „oddolna inicjatywa pracy społecznej na rzecz naszej jednostki”, otóż na pierwszym piętrze, czyli w naszej kompanii na korytarzu było wyznaczone miejsce w który można było palić papierosy. Było to pomieszczenie o wymiarach mniej więcej dwa metry na trzy, szare, nie ciekawe. Ktoś z kolegów zaproponował dowódcy kompanii, kapitanowi Mosowi, że jest między nami osoba mająca zdolności plastyczne i chętnie wykona jakiś malunek na ścianie celem ożywienia smętnej palarni.

„Władza” wyraziła zgodę, kolega zabrał się do roboty i w dość krótkim czasie namalował na ścianie piękną, dużą motorówkę używaną przez wojska saperskie do prac przy stawianiu przepraw przez rzeki, no i zaczęło się. Wszyscy nasi koledzy przychodzili, chwalili piękny malunek motorówki prującej wodę i zaśmiewali się do rozpuku. Trepy tez przyglądały się  malunkowi i coś im nie pasowało zachowanie oglądających ale nie mogli znaleźć przyczyny rozbawienia a powód był taki, numer taktyczny namalowany na burcie był data powstania Solidarności 80910831. Podejrzewam, że do końca trepy nie załapaly o co w tym wszystkim chodziło, bo my wyszliśmy do cywila a motorówka dalej sobie pływała po rzece na ścianie.

 

Polityczny Grześ

Jak wyżej pisałem, okazało się, że z politruka zawsze wylezie menda i tak było z politrukiem naszej kompanii. W wigilię łzy toczył jak krokodyl, a jakiś czas potem wyciął taki numer,  jaki  może wyciąć tylko politruk wychowany na sowieckiej literaturze. Pewnego wieczorka w gabinecie kapitana Mosa zrobiliśmy sobie małą popijawkę, Mos się schlał, poszedł w samej koszuli do domu pozostawiając marynarkę munduru w gabinecie na wieszaku. My po imprezie posprzątaliśmy i poszli spać. Rano Mos wezwał jednego z kolegów do  siebie i okazało się, że ktoś wyjął z munduru legitymacje partyjną, podarł i wyrzucił do śmieci. Szafa pancerna była otwarta, zniknęły jakieś mapy i dokumenty. Afera jak czort. Potem okazało się, że dyżurny widział wchodzącego Grzesia do gabinetu Mosa po naszej imprezie. Następnym wyczynem kanalii, było wystąpienie na koniec „szkolenia”. Zjechała się cała wierchuszka Śląskiego Okręgu Wojskowego, a dowódcy plutonów, kompanii składali im raporty, jakie to sukcesy odnieśli w resocjalizacji ekstremy. Wszyscy chwalili z wyjątkiem Grzesia, który z karteczki odczytał, że ten, a ten pił wódkę, a przełożeni nie ukarali „przestępców”, i że dowódca Mos pił wódkę z ekstremą. W tym stylu przylepił łatkę każdemu trepowi, nie mówiąc już o samej ekstremie, czyli nas. Dnia 2 lutego 1983 wypuszczono nas do domu, wielu zabrało sobie na pamiątkę, a to hełm, a to maskę p-gaz itp. W jednostce pozostał tylko Jan Krusiński, który został rozkazem dowódcy jednostki ukarany za „samowolne oddalenie się”, bo zwiał do domu na Boże Narodzenie. Dostał czternaście dni aresztu do odsiedzenia po zakończeniu „szkolenia”. Uciekł razem z Witkiem Szczeblewskim, a żeby ich poróżnić Witkowi podarowano,  Janka skazano.

Krzysztof Witczak

 

 

 

Wspomnienie Edwarda Kluczyńskiego (2008 r.)

     Pracowałem w Zakładach Metalurgicznych „POMET" w Poznaniu. W sierpniu 1980 r. rozpoczął się strajk, w którym byłem członkiem komitetu strajkowego. Po zakończeniu strajku wspólnie z kolegami tworzyliśmy NSZZ „Solidarność", gdzie byłem wybrany do komitetu zakładowego NSZZ „Solidarność" i delegatem na konferencje regionalną NSZZ „Solidarność Wielkopolska".

     Po wprowadzeniu stanu wojennego nie byłem internowany, ale byłem wzywany przez SB mieszczącą się w Poznaniu na ulicy Kochanowskiego na przesłuchania. We wrześniu lub październiku 1982 r. dostałem kartę powołania na ćwiczenia rezerwy do Rawicza, do Jednostki Wojskowej 1431. Termin odbycia szkolenia 5.11.82 do 2.02.83 (ksero książeczki wojskowej w załaczeniu). Na miejscu dowiedziałem się, że będę się szkolił jako saper-pontonier. Z powołanych utworzono 2 kompanie, każda po ok. 100 żołnierzy. Ja zostałem przydzielony do 2 kompanii, (dowódcą był kpt. Mos), 1 plutonu, 1 drużyny. Mój pluton liczył ok. 30 żołnierzy. Podczas rozmowy z kolegami dowiedziałem się, że każdy z nas to działacz i członek „Solidarności". Dowódcą plutonu był porucznik Piekarz, a dowódcami drużyn kaprale ze służby czynnej.

     Po pewnym czasie dowiedzieliśmy się, że wśród mieszkańców Rawicza rozpowszechniono informacje, że jesteśmy bandą kryminalistów, złodziei i wykolejeńców. Szkolenie – jak minować i wysadzać – odbywało się na poligonie oddalonym od jednostki ok. 2 km. Teren był ogrodzony i pilnowany przez wartowników ze służby czynnej. W środku znajdował się ogrodzony płotem magazyn materiałów wybuchowych. W osobnym magazynie pobieraliśmy ćwiczebne miny przeciwpancerne ważące ok. 10 kg. służące do stawiania pól minowych. Podczas przemarszu z jednostki na poligon i z powrotem kazano nam śpiewać. Często śpiewaliśmy idąc ulicami Rawicza: „My pierwsza Brygada" co wywoływało zdziwienie mieszkańców miasta.

     Dwa razy w tygodniu mieliśmy szkolenie polityczne z dowódcą kompanii ds. politycznych porucznikiem Grzegorzem (nazwiska nie pamiętam). Szkolenia te prowadziły do długich dyskusji ze szkolącym. Często okazywało się, że poziom naszej wiedzy przewyższał wiadomości porucznika, co doprowadzało go do wybuchu wściekłości, a czasami płaczu. W początkowym okresie w szkoleniach brali także udział kaprale – dowódcy drużyn, ale ze względu na dyskusje i poruszane tematy zostali odsunięci od udziału w szkoleniu. Na jednym z apeli dowódca kompanii zwrócił nam uwagę na niewłaściwe zachowywanie na szkoleniach. Odniosłem wrażenie, że dowódca nie popiera metod wychowawczych porucznika.

     Podczas prób ukrycia żywności (nie wolno było jej przechowywać) jeden z kolegów odkrył za kratką wentylacyjną urządzenie podobne do mikrofonu zawieszone na przewodzie. Zostało zerwane i ukryte. Od tego czasu idąc spać mówiliśmy: „Dobranoc służbo bezpieczeństwa, możecie iść spać, bo my też idziemy spać." Po paru dniach byliśmy wzywani na rozmowy z oficerem kontrwywiadu (kpt. ???), który tłumaczył, że te urządzenia to dozymetry do badania radioaktywności i że mamy je oddać.

     Chcąc zamanifestować nasze niezadowolenie odmówiliśmy jedzenia. Cała kompania nie jadła obiadu. Ustawili nas na placu apelowym, najpierw długo staliśmy, dopiero później dowódca pułku rozpoczął z nami rozmowy. Wywalczyliśmy, że jedzenie będzie bardziej urozmaicone.

     Po paru dniach we wczesnych godzinach rannych (przed 6.00 ) z plecakami na ramionach i w hełmach na głowach (bo broni w ogóle nie mieliśmy) wyruszyliśmy na ok. 30 km. marsz. Po przybyciu do celu marszu, gdzieś w lesie, kazano nam się okopywać, wpierw w pozycji leżąc, a później klęcząc. Wróciliśmy do koszar ok. godz. 19.00. Część kolegów udała się do izby chorych, bo miała poobcierane nogi, niektórzy aż do kości. Ok. godz. 21 ogłoszono następny alarm i wyruszyliśmy na nocne ćwiczenia z minowania. Wróciliśmy ok. 2 w nocy.

     W połowie grudnia 1982 r. dowiedziałem się że będzie możliwość uzyskania przepustki na święta Bożego Narodzenia. Ja jako były żołnierz po przysiędze, a takich było w całej kompanii ok. pięciu, złożyłem wniosek o przepustkę. Dostałem przepustkę 24-godzinną, przypadającą w dzień Wigilii, ale wypuszczony z koszar zostałem ok. godz. 20.00, a powrót miałem do dnia następnego, do godz. 12.00, tak że tylko kilka godzin spędziłem z żoną i półtorarocznym synem. W dniu wigilii w świetlicy zrobiliśmy swoją „obozową” wigilię. Zsunęliśmy stoły, nakryliśmy białymi prześcieradłami i podzieliliśmy się opłatkiem. Na uroczystość zajrzał też zastępca dowódcy ds. politycznych (por. Grzegorz ???) i też podzieliliśmy się z nim opłatkiem. Był bardzo wzruszony.

     Na początku stycznia 1983 r. wywieziono nas na poligon nad rzekę Odrę. Ćwiczyliśmy ustawianie mostów pontonowych, przepraw mostowych i inne podobne działania saperskie. Wróciliśmy do koszar pod koniec stycznia. Zwolniono nas drugiego lutego 1983 r.

     My, koledzy z pierwszego plutonu postanowiliśmy, że będziemy się spotykać co roku w Częstochowie, na Jasnej Górze, pierwszego lub 3-go maja (daty nie pamiętam). Co roku było paru kolegów, lecz w kolejnych latach coraz mniej. Ja osobiście byłem 3 razy. Razem ze mną w Rawiczu był kolega z zakładu, w którym pracowałem Józef Stegient.

Edward Kluczyński

 

 

 

 

Lista osób represjonowanych

w Wojskowym Obozie Specjalnym w Rawiczu

Nadsyłane życiorysy i wspomnienia będą umieszczane na stronie.

 

 

Biel Wojciech - (Wrocław)

Nowak Leszek - (Wrocław)
Bieszczad Grzegorz - (Wrocław) Olejnik - (KWK "Wujek")
Chojnacki Roman - (Poznań)  Pajakowski Kazimierz - (Świdnica)
Dreko Wiesław - (Wrocław) Pankiewicz Jan - (Sosnowiec) 
Heller Janusz - (Pozmań) Pieciul - (ps. "Chorązy")
Jankowiak Krzysztof - (Opole) Prelewicz Mieczysław - (Legnica)
Kęszycki Marcin - (Pozmań) Rozpędowski Jarosław - Wrocław
Klima Stefan - (Katowice) Skibińdski Janusz - (Poznań)
Kluczyński Edward - (Poznań) śp. Stegient Józef - (Poznań)
Konieczko Janusz - (Częstochowa) Szczeblewski Witold - (Wrocław)
Kotkowiak Cezary - (Wrocław) Szulc Edmund - (Zbąszynek)
Kowalski Jerzy - (Oleśnica) Ścibielski Marek - (Częstochowa)
Kowarski Henryk - (Katowice) Warchał Marian - (Wrocław)
śp. Krusiński Jan - (Wrocław) Weber-Weller Jakub - (Oława)
Legowicz Czesław - (Wrocław) Witczak Krzysztof - (Wrocław)
Lewandowski Janusz - (Wrocław) Wrona Tadeusz - (Częstochowa)
Lubkiewicz Janusz - (Wrocław) Wójcik Zygmunt - (Bytom)
śp. Matuła Stefan - (Siemianowice Śląskie) Zieliński Jacek - (Ostów Wielkopolski)
Ślęzak Tadeusz Klepas Bogdan - Poznań

(Po kliknięciu na nazwisko wyróżnione kolorem niebieskim zostanie uruchomiony biogram)

 

Marcin Dąbrowski – historyk z lubelskiego IPN

To nie przypadek, że 2 listopada ‘82 powołano do "wojska” tak dużą grupę działaczy Solidarności z całego kraju. 8 października sejm PRL uchwalił nową ustawę o związkach zawodowych, która przekreślała szanse na reaktywację Solidarności. 
W odpowiedzi na to 9 października roku podziemne władze związkowe wezwały działaczy do zorganizowania 10 listopada strajku generalnego. To miała być równocześnie rocznica zarejestrowania Solidarności w ‘80 roku. 11-13 października już zaczęły się pierwsze zamieszki w kraju. Trzeba było coś z tym zrobić, tym bardziej, że władze szykowały się do zniesienia stanu wojennego. Wymyślono więc unieszkodliwienie działaczy Solidarności poprzez masowe wcielenie ich do wojska. Najwięcej osób było z krakowskiego, lubelskiego, gdańskiego, wrocławskiego i z Wielkopolski. Nie ma wątpliwości, że miało to charakter represyjny.

 To był szczególnie dotkliwy obóz internowania, o którym wiemy dziś jedynie z relacji świadków.

Marcin Dąbrowski

List do Premiera RP pana Donalda Tuska   Warszawa 17 marca 2008

w sprawie projektu ustawy „o uprawnieniach kombatantów, uczestników walki cywilnej lat 1914-1945, działaczy opozycji wobec dyktatury komunistycznej oraz niektórych ofiar represji systemów totalitarnych"

(dotyczy również osób internowanych w Wojskowych Obozach Specjalnych)

pełny tekst listu >

 

Odpowiedź z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej:

1) ..."uprzejmie informuję, ze projekt był już przedmiotem szerokich konsultacji społecznych głównie w środowiskach kombatantów i osób represjonowanych i zyskał ich akceptację. Ponadto projekt został przyjęty przez Komitet Rady Ministrów. W związku z powyższym uprzejmie informuję, że na obecnym etapie prac legislacyjnych wprowadzanie zmian w projekcie ustawy nie jest możliwe."
 
2) Konsultacje międzyresortowe i społeczne.
Projekt ustawy został przesłany do uzgodnień międzyresortowych oraz konsultacji
z następującymi partnerami społecznymi:
 
1) Forum Związków Zawodowych;
2) NSZZ „Solidarność”;
3) NSZZ „Solidarność 80”;
4) Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych;
5) Konfederacją Pracodawców Polskich;
6) Konfederacją Pracodawców Prywatnych;
7) Business Centre Club;
8) Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Internowanych Represjonowanych;
9) Związkiem śołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych;
10) Związkiem Represjonowanych Politycznie „śołnierzy- Górników”;
11) Związkiem „Solidarność” Polskich Kombatantów;
12) Klubem Kombatantów 4 Pomorskiej Dywizji Piechoty im. Jana Kilińskiego;
13) Związkiem Inwalidów Wojennych;
14) Radą do Spraw Kombatantów i Inwalidów Wojennych;
15) Krajową Radą Sądownictwa;
16) Instytutem Pamięci Narodowej.
 

W związku z powyższym apeluję o lobowanie wśród posłów i senatorów. Zachęcam wszystkich kolegów mających tzw. "dojścia"  o przekazywanie do biur poselskich posiadanej wiedzy, czym były Wojskowe Obozy Specjalne. Jednocześnie upoważniamy do występowania również i w obronie naszych interesów kolegę Józefa Pinterę, szefa bratniego Stowarzyszenia Chełmiaków. Nie możemy przegapić tej sprawy. Wnioski chłopaków występujących na drogę sądową są odrzucane z powodów formalnych. (Płytę DVD o Wojskowych Obozach Specjalnych można nabyć nie koniecznie drogą kupna kontaktując się ze mną.)

Leszek Jaranowski

 

 

STANOWISKO SOLIDARNOŚCI WALCZĄCEJ

przedstawione na spotkaniu Grupy Roboczej Środowisk Opozycji Antykomunistycznej w Warszawie  dnia  15 marca  20008 r.
W SPRAWIE

Ustawy z dnia 19 września 2007 (DU 2007 nr 191 poz. 1372) 

– o zmianie ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego

(W sprawie: zadośćuczynienia i odszkodowania)

 

Obowiązująca, znowelizowana ustawa wprowadza podział naszego środowiska byłych represjonowanych PRL – na lepszych i gorszych. Na tych pierwszej kategorii i dalszych. Uprawnienia do ubiegania się o roszczenia i zadośćuczynienie nadaje niewielkiej grupy osób. Wszystkim pozostałym, którzy w różny sposób podejmowali się działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, Ustawa daje tylko złudną nadzieję na możliwość uzyskania zadośćuczynienia.

Pominięci mogą być nawet ci, którzy otrzymali wysokie odznaczenia państwowe, jak i ci, którym unieważniono wyroki z inicjatywy państwa w latach 90.

Możliwości ubiegania się o zadośćuczynienie nie mają osoby, które działały i były represjonowane w latach stanu wojennego, ci, którzy ukrywali się w stanie wojennym, a nie byli aresztowani i internowani. Albo ci, którzy pod wpływem represji UB za działalność związkową zostali zmuszeni do zwolnienia się z pracy – niekoniecznie na podstawie wypowiedzenia ze strony zakładu pracy. Również ci, którym w stanie wojennym aparat represji uprzykrzał życie w inny sposób, np. poprzez blokowanie możliwości podjęcia innej pracy, „lipne sprawy”, wytaczane przez urzędy skarbowe, albo represje, groźby i działania wobec członków rodzin. W końcu nie mogą ubiegać się o zadośćuczynienie rodziny zamordowanych.

Z niepokojem też zauważamy, że pojawiające się orzecznictwo sądowe ujawnia braki i niedopracowania ustawowe. Dostrzegamy też, że ustawa nie jest powszechnie znana, a obowiązujący zawężający termin (jednego roku) składania wniosków w sprawie zadośćuczynienia jest zbyt krótki. Naszym zdaniem powinien on być przedłużony bezterminowo. Oczekujemy takich zmian prawa – Kodeksu karnego, cywilnego oraz pracy, aby nasze wnioski nie były oddalane z powodu przedawnienia. Oczekujemy zwolnienia z opłat sądowych nie tylko w sprawach toczących się przed Sądem Karnym, ale i pozostałymi.

Naszym zdaniem wymienione przykłady, a pominięte w uchwalonej ustawie, powinny być rozpatrywane na gruncie art. 417 Kodeksu cywilnego.

Wymieniany powyżej katalog represji aparatu państwowego wobec nas, jak i inne zmiany prawa, powinien być  w ł ą c z o n y  do pilnej nowelizacji niniejszej ustawy.

Proszę nas nie dzielić – wszyscy w stanie wojennym ryzykowaliśmy naszą wolnością, spokojem i bezpieczeństwem naszych rodzin. Niech sądy podejmują sprawiedliwe wyroki.

Przewodniczący Stowarzyszenia  

Solidarność Walcząca

Kornel  Morawiecki

 

Adresaci: 

Prezydent RP, 

Premier, 

Marszałkowie Sejmu i Senatu, 

Kluby Poselskie PiS, PO, PSL

 

 

wróć do galerii 

© Ogólnopolskie Stowarzyszenie Osób Represjonowanych 

w Specjalnych Obozach Wojskowych w latach 1982-1983

© Leszek Jaranowski, Krzysztof Witczak


Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej strony w jakiejkolwiek postaci bez wiedzy i zgody jest zabronione. Publikowanie, wykonywanie kopii na dowolnych nośnikach powoduje naruszenie praw autorskich.


W sprawach udostępnienia materiałów proszę się kontaktować z autorem strony Leszkiem Jaranowskim.