po kliknięciu myszką 

na miniaturce zostanie 

ona powiększona

pam 001

pam 002

pam 003

pam 004

pam 005

pam 006

pam 007

pam 008

pam 009

pam 010

pam 011

pam 011b

pam 012

pam 013

pam 014

pam 015

pam 016

pam 017

pam 018

pam 019

pam 020

pam 021

pam 022

pam 023

pam 024

pam 025

pam 026

pam 027

pam 028

pam 029

pam 030

pam 031

pam 32

pam 033

pam 034

pam 035

 

wróć do strony

głównej

JERZY LAS

Urodził się w 1948 r. w Sandomierzu. W 1965 ukończył ZSZ w Sandomierzu i wyjechał do Wrocławia, gdzie pracował jako murarz i jednocześnie uczęszczał do Technikum Budowlanego. W 1967 r. powołany do odbycia Zasadniczej Służby Wojskowej. Jako żołnierz JW. Żary k/ Żagania, brał udział w zajęciu Czechosłowacji w 1968 przez jednostki Układu Warszawskiego w ramach Drezdeńskiej Dywizji Pancernej w 16 batalionie saperów. W 1969 r. ożenił się z Elżbietą z domu Wiatros i zamieszkał w Sandomierzu. Od roku 1969 pracował jako kierowca karetki pogotowia ratunkowego w Sandomierzu, a od 1970 roku jako kierowca towarowy i autobusowy w Sandomierskim PKS-sie. Od 1975 jako kierowca autobusu w Sandomierskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Od 12.VI.1978 r. członek Sandomierskiego Tow. Fotograficznego; 1978-79 członek Zarządu STF; 1979-80 czł. Komisji Rewizyjnej. W 1980 r. otrzymał wyróżnienia za cykl fotografii barwnych na ogólnopolskim Konkursie Fotograficznym pt. „Świat dziecka”.

  

W dniu 20.VIII.1980 r. został wybrany przewodniczącym Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność”, a po wyborach w dniu 11 listopada 1980 sekretarzem Komitetu Zakładowego w oddziale PGKiM w Sandomierzu. Jako przewodniczący ds. mieszkaniowych na rejon miasta Sandomierz i członek Komisji Koordynacyjnej przy Hucie Szkła Okiennego w Sandomierzu ujawnił szereg nieprawidłowości mieszkaniowych popełnionych przez różnych prominentów m.in. zajmowanie lokalu o pow. 124 m2 przez 3 osobową rodzinę Zenona Ciszewskiego, I sekretarza KM PZPR. Sytuację tą referował z początkiem listopada 1981 r. razem z Bogdanem Lisem i Janem Łużnym podczas strajku w regionie w czasie rozmów Komisji Rządowej z przedstawicielami ZR NSZZ „S” Ziemia Sandomierska.

W południe 13.XII.1981 r., jako przewodniczący KZ NSZZ "S" w PGKiM w Sandomierzu, został zabrany do Komendy Miejskiej MO w Sandomierzu, gdzie podpisał oświadczenie o „lojalności”. Na drugi dzień, w obecności komisji składającej się z przedstawicieli zarządu PGKiM, komisarza wojskowego i SB uczestniczył w zarekwirowaniu dokumentów KZ NSZZ „S” i zaplombowaniu siedziby (wszystkie wartościowe dokumenty i materiały zostały wcześniej ukryte i zabezpieczone w domu Kazimierza P.).

Na podstawie dekretu o stanie wojennym został zawieszony przez dyrekcję na funkcji przewodniczącego KZ NSZZ „S” i skierowany na poprzednio zajmowane stanowisko kierowcy autobusu. Nieobecność w pracy 15.XII.1981 r. uchroniła go przed zatrzymaniem i prowokacją ze strony funkcjonariuszy milicji. W autobusie którym on miał jechać na trasie Sandomierz Tarnobrzeg ktoś przykleił plakat o Katyniu, a milicjanci w Tarnobrzegu wsiadając przednim pomostem zwròcili się do kierowcy: Obywatelu Las dlaczego powiesiliście plakat w autobusie? Ich zaskoczenie było tak duże, gdy dowiedzieli się że kierowcą był Zbigniew Mazur, że puścili i jego i autobus nie zrywając plakatu. Gdy prowokacja się nie udała został zatrzymany w swoim domu 16 grudnia wraz z innymi działaczami sandomierskiej „S”: Idalią Stępień, Markiem Potulką-Wierzbińskimi, Romualdem Augustyńskim pod zarzutem organizowania podziemia.

Osoby te miały być zalążkiem większej grupy oporu przeciwko WRONie i jej ustaw.

Po trzech dniach został przewieziony z Komendy Miejskiej MO do Prokuratury Wojewódzkiej, gdzie podczas przesłuchań przez prokuratorów Zakościelnego i Głowackiego dowiedział się, że jest organizatorem bojówek, a w pokoju Komisji Zakładowej NSZZ „S” PGKiM „znaleziono”: pistolet, pałki, listy prosekcyjne i pieniądze. Mimo przymusu fizycznego ze strony prokuratora Zakościelnego (uszkodzona ręka i staw barkowy) nie przyznał się do stawianych zarzutów. W dniu 21.XII.1981 r. otrzymał decyzję o internowaniu z dnia 17.XII.1981 r. W tym samym czasie powiadomiono żonę (w obecności 10-letniego syna i 6-letniej córki), że mąż został skazany na karę śmierci (dopiero w lutym 1982 r. żona dowiedziała się o faktycznych losach i miejscu pobytu męża). Na podaniach żony o zgodę na widzenie i wyjazd do Załęża podpisywał naczelnik miasta Gosek odmownie.

Internowany w Załężu k/ Rzeszowa siedział początkowo w celi z Antonim Kopaczewskim, Kazimierzem Komadowskim i Stanisławem Zipserem. Ze względu na akcję dezinformacji społeczeństwa przez massmedia w sprawie Antoniego Kopaczewskiego – szefa Regionu Rrzeszowskiego (rzekoma defraudacja pieniędzy, wyjazd na Zachód) cała cela była izolowana i więźniowie nie mogli wyjść nawet na spacer. Czterokrotnie zmieniał cele, co dwa tygodnie był przesłuchiwany przez funkcjonariuszy SB (por. Jamruz, por. Stasiak) i namawiany do podpisania współpracy z SB. Zwolniony z internowania 3 maja 1982 r.

Każdy po wyjściu „na wolność” zobowiązany był zgłosić się na swoja komendę i tam wypytywano go co ma zamiar robić dalej oraz jakie ma kłopoty, to oni „pomogą”. Ja, po wyjściu 3 maja 1982 roku, zgłosiłem się 5 maja w KW MO w Tarnobrzegu, gdzie por. Różak z SB, poinformował mnie, że nie wolno mi się z nikim spotykać, muszę wziąć urlop i nie pokazywać się w zakładzie pracy, gdyż jak to powiedział pan porucznik; „może mnie pierdolnąć zabłąkana kula”. Dnia 8 maja por. Różak i por. Marek Jedynak oraz mundurowy, przeprowadzili rewizję w godzinach nocnych w moim domu (w poszukiwaniu drukarni i ulotek). Tak też było 20 czerwca, 22 lipca i 29sierpnia. Dnia 19 września por Kundera Lesław i mundurowy po godzinie 24-tej przyszli na rewizję — wspomina J. Las. W dniu 20 września 1982 r. otrzymał pismo z prokuratury, że został zaocznie skazany za przestępstwa polityczne sprzed 13 grudnia 1981 lecz objęła go „abolicja” pod warunkiem, że w ciągu roku nie będzie działał na szkodę PRL. Gdyby coś zrobił, wyrok zostanie odwieszony i dołożone za nowe przestępstwo. Mimo wyroku udało mu się zmontować grupę osób które podnosiły na duchu społeczeństwo Sandomierza. Napisy na murach, krzyże z kwiatów na Rynku oraz pod pomnikami naszych bohaterów narodowych. Od wyjścia z Załęża 3 maja do 5 listopada, do momentu pójścia do wojska pracował tylko półtora miesiąca. Resztę czasu spędził w szpitalu i na chorobowym w związku z wrzodami na żołądku i dwunastnicy.

5.XI.1982 r. został powołany do odbycia służby wojskowej w JW. 3466 w Czerwonym Borze. Już 10.XI.1982 r. odmówił wraz z szer. rez. Maciejem Beliną, Ryszardem Kuczerą, Zdzisławem Bełczewskim i Marianem Kokotem zjedzenia obiadu. Jeszcze tego samego dnia o godz. 21.30 zostali tymczasowo aresztowani w areszcie JW. W Białymstoku i wszczęto przeciwko nim postępowanie przygotowawcze (Kokot został zwolniony gdyż okazało się, że nigdy nie był w wojsku i nie składał przysięgi wojskowej). Po 5 dniach podczas których nie otrzymywał żadnego posiłku tylko kawę do picia został przewieziony do więzienia miejskiego w Białymstoku do celi 505.

Jak pisał prokurator wojskowy: „W dniu 10.XI.1982 podczas przemarszu żołnierzy przedmiotowego zgrupowania do stołówki śpiewano „Rotę”. Przełożeni zostali zmuszeni do zatrzymania części pododdziału i przypomnienia, że w wojsku śpiewa się na komendę, a także tylko piosenki przewidziane w śpiewniku wojskowych. Po przyjściu do stołówki wielu żołnierzy wcale nie pobrało posiłku, natomiast niektórzy pobrali, ale w sposób demonstracyjny go nie spożyli (...).”. Prokurator postawił wszystkim zarzut, że nie wykonali obowiązku wynikającego ze służby „odmawiając przyjęcia posiłku”, tj. o przestępstwo z art. 305 kk (nie wykonanie rozkazu w czasie stanu wojennego). Odwołania od decyzji nie dawały żadnego skutku, jednak wyrokiem sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego z 13.XII.1982 r. wszyscy zostali uniewinnieni i zwolnieni z aresztu. Obrońcą Jerzego Lasa był mec. Piotr Andrzejewski i Władysław Siła-Nowicki. Okoliczności tej kuriozalnej sprawy przedstawiła niezależna prasa krajowa oraz paryskie „Kontakty”.

Obóz w Czerwonym Borze prowadzony był przez SB i chociaż w mundurach wojska polskiego dało się to odczuć w codziennej styczności z kadrą. Najgorszym był dowòdca major Braja, kapitan Gòrski, Smaga, Jurgielewicz, Kwiatkowski i Nowakowski (takimi nazwiskami się posługiwano)

Po powrocie do „cywila” 3.II.1983 r., nie mógł powrócić do pracy, „uciekł” na chorobowe. Rozpoczęły się rewizje i ponowne przesłuchiwania na okoliczność działalności opozycyjnej. Po złożeniu podania o paszport i wizę w kwietniu 1983 r. przeszedł „pod opiekę” por. Wydry, kierownika sekcji SB ds. paszportowych. Dnia 29 kwietnia byli na rewizji por. Korzeniowski Tomasz oraz kapral Misiuda Jerzy. Celem rewizji i wizyty było zatrzymanie go przed obchodami 1-go Maja. Ponieważ go nie znaleziono zatrzymali żonę na 24 godziny i straszyli, że dzieci oddadzą do domu dziecka. Gdy zabrali żonę, dziećmi zaopiekował się teściu Józef Wiatros. W dniach 1-3 Maja 1983 ukrywał się przed 48 godzinnym aresztowaniem za co SB przeprowadziło trzy rewizje w jego domu. 5.V.1983 r. na terenie zakładu pracy został zatrzymany i miał zaszczyt być przesłuchiwanym przez majora Leopolda Sadoka oraz kapitana Stanisława Zbruka oraz osadzonym w areszcie na 24 godziny. 22.VI.1983r., w dniu wizyty Ojca Św. w Krakowie na którą miał bilet oraz miejscówkę od proboszcza Niewadziego, został skierowany na badania psychologiczne kierowców do PZM w Mielcu.

Od 1978 r. córka Olga była chora na nerczycę i w miesięcznych cyklach (miesiąc w domu miesiąc w szpitalu) była pacjentem szpitala w Sandomierzu, Stalowej Woli, Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, i Prokocimiu w Krakowie. Pod presją SB i decyzji dr Borowiec ordynatora szpitala dziecięcego w Sandomierzu (która otrzymała polecenie odstawienia leków chorej córce) zdecydował się na emigrację. W dniu 1.VIII.83 r. rozwiązał umowę o pracę z PGKiM w Sandomierzu, a we wrześniu 1983 po przekazaniu mieszkania Społdzielni oraz zdaniu książeczki wojskowej otrzymał paszporty dla całej rodziny (żony i dwojga dzieci) z pieczęcią jednokrotnego przekroczenia granicy polskiej. Tuż przed wyjazdem z kraju pojechał z całą rodziną do matki, która mieszkała w woj. Słupskim. Tam też otrzymał od Lucjana Roszczewskiego radiostację zrzuconą balonem z Anglii, którą przewiózł do Sandomierza (na jej bazie w latach 1985-86 działało w Sandomierzu Radio „S”). 11.IX.1983 r. przed wyjazdem z kraju z warszawskiego Okęcia przeszedł wraz z żoną rewizję osobistą przeprowadzoną przez funkcjonariuszy SB. Na Okęciu zarekwirowano im wszystkie pamiątki, zdjęcia i slajdy rodzinne, podręczniki do angielskiego. Zabrali wszystko co miało znak lub symbol Solidarności. Zabrali wszystkie pieniądze pozwalając zabrać 10 dolarów i 20 kg bagażu na osobę. Nie otrzymali żadnego pokwitowania tylko pieczątkę w paszportach „Mienie Przesiedleńcze 325203 Urząd Celny Port Lotniczy”. Samolot był opόźniony przez tą rewizję 45 minut lecz nie odleciał bez nich dzięki przedstawicielowi Lufthanzy.

Kilkakrotnie składałem prośby do Komendy Wojewódzkiej MO w Tarnobrzegu oraz do MSW o zwrot zabranych mi rzeczy, tak w domu podczas rewizji jak i na lotnisku. Najpierw otrzymałem pismo z MO że wysłano wszystko do MSW do Warszawy zgodnie z zaleceniem Ministra (pismo W-574/82z dnia 23 grudnia 1982), a potem z Warszawy z MSW pismo AE-I-1222/92/AK z dnia 11/03/92, że w biurze Ewidencji i Archiwum UOP oraz w Wydziale Prezydialnym Komendy Wojewódzkiej Policji w Tarnobrzegu brak jest dokumentów oraz informacji dotyczących przedmiotów mi zabranych. Podobne pismo otrzymałem z Kancelarii Sejmu Nr BKS- 7430/01/92/ZŻ z dnia 17 lipca 1992 – wspomina Jerzy.

Spółdzielnia Mieszkaniowa w Sandomierzu nie oddała pieniędzy wpłaconych na mieszkanie, nie pozwolono zameldować nikogo z rodziny ani też przekazać rodzinie mieszkania (mam czterech żonatych braci i zamężną siostrę mieszkających na kupie z rodzicami oraz żona ma zamężną siostrę mieszkająca z rodzicami) Do tej pory nie oddano mi pieniędzy i chyba jestem dalej członkiem spółdzielni (tak mi się wydawało). W Styczniu 2002 – dowiedziałem się, że decyzją Spółdzielni już w 1983 zostałem pozbawiony praw członkowskich, a pieniądze przepadły. Nie pomogły odwołania do władz polskich z Radą Państwa i Sejmem na czele.

Wylądowali w obozie przejściowym w Bad Soden w Niemczech, gdzie córka początkowo leżała w szpitalu w Fuldzie. Po pobraniu biopsji z nerek odesłana została wraz z rodziną do Seattle (USA). W Seattle znajduje się klinika dziecięca w której to po raz pierwszy została zoperowana nerka i gdzie odbywają się konferencje z udziałem lekarzy z całego świata. Lekarze z Fuldy też brali udział w tych konferencjach i dzięki nim poszukano nam sponsorów z Seattle. Był nim chiński kosciół. Córka w Polsce chorowała pięć lat przechodząc miesięczne cykle chorobowe i poznając zapach różnych szpitali. W Seattle w szpitalu była tylko jeden raz, dostała lekarstwa i do tej pory (15 lat) na nerki nie chorowała.

Od 1984 r. współpracował z Komitetem Pomocy Solidarności w Nowym Yorku oraz Biurem Koordynacyjnym NSSZ „Solidarność” za Granicą (Joanna Pilarska – Bruksela). Ligia Kurasiewicz, członek Biskupiego Komitetu Pomocy, pisała po latach w miesięczniku „Sandomierz”: „W czasach, kiedy godzinami stało się w kolejkach po podstawowe produkty żywnościowe, przydzielone na kartki, dzięki przesyłkom Jerzego Lasa mieliśmy dodatkowy tłuszcz, mąkę, ser, a nawet słodycze, które w PRL w latach osiemdziesiątych były przewidziane (w ograniczonych ilościach) tylko dla dzieci i młodzieży do lat osiemnastu”. W latach 1985-89 jego pomocą prywatną objęte było ok. 20 osób nie licząc rodziny. Działalność charytatywna przekształciła się w 1989 r. w tzw. „Fundusz Leków” i jest kontynuowana do chwili obecnej.

 

 wróć >