„Solidarność Walcząca” była jednym z najważniejszych ugrupowań antykomunistycznej opozycji lat osiemdziesiątych. Wkrótce po powstaniu w 1982 r. stała się drugą, po strukturach podległych Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej siłą polskiego podziemia. Wyróżniał ją radykalny antykomunizm i jednoznaczne dążenie do obalenia systemu totalitarnego. Solidarność Walcząca skupiała setki zaprzysiężonych członków i tysiące sympatyków. Prowadzono szeroko zakrojoną działalność wydawniczą, radiową, organizowano dziesiątki demonstracji i innych akcji protestacyjnych.

***

28 czerwca 2008 r. Krzysztof Wianecki, były więżień polityczny (więzienie w Hrubieszowie), członek Solidarności Walczącej, a mój przyjaciel i współpracownik ze stanu wojennego zorganizował obchody 26-lecia powstania SW w Tarnobrzegu.

***

„Tygodnik Nadwiślański” anonsował: 

Stowarzyszenie Osób Represjonowanych „Hrubieszów 81” jest organizatorem imprezy o nazwie „Podziemie Niepodległościowe 1982-1990 – Solidarność Walcząca w 25-lecie powstania”, która odbędzie się w najbliższą sobotę, 28 czerwca br., w Tarnobrzeskim Domu Kultury. 

O godz. 10 dyrektor rzeszowskiego Oddziału IPN, Ewa Leniart, założyciel i przywódca Solidarności Walczącej Kornel Morawiecki, oraz prezydent miasta Jan Dziubiński otworzą w TDK wystawę okolicznościową. Następnie przewidziane jest spotkanie zaproszonych gości z mieszkańcami Tarnobrzego, promocja książki historyka z IPN Rzeszów Janusza Borowca pt. „Kryptonim <Ośmiornica>. SB wobec rzeszowskiego oddziału Solidarności Walczącej oraz koncert lubelskiego barda Jana Kondraka. Sobotnie spotkanie z historią zamknie projekcja filmu „Głową mur przebijesz – rzecz o Solidarności Walczącej”.

Wśród zaproszonych gości są m.in. Anna Walentynowicz, Joanna i Andrzej Gwiazdowie (założyciele Wolnych Związków Zawodowych), Piotr Hlebowicz (współtwórca oddziału wschodniego SW, uczestnik aksamitnej rewolucji w Gruzji), Andrzej Kołodziej (sygnatariusz Porozumień Sierpniowych w Gdańsku), Antoni Kopaczewski (działacz związkowy z Rzeszowa), Jadwiga i Bogusław Gruszczyńscy (prawnicy, działacze podziemia z Radioma), Ewa Kuberna (działaczka podziemia solidarnościowego ze Stalowej Woli), Jan Krusiński (twórca struktur podziemnego radia z Wrocławia), Leszek Jaranowski (redaktor i drukarz podziemnego pisma „Hutnik” z Krakowa).

 ***

 

kliknij na obrazku aby uruchomić

Tarnobrzeskie obchody uświetnił swoim koncertem hrubieszowsko-lubelski bard Jan Kondrak. 

 

Autor, kompozytor i wykonawca piosenek poetyckich. Nagradzany na festiwalach w Krakowie, Ostrołęce, Rzeszowie, Opolu i Świnoujściu. Wyróżniony "Złotym indeksem" na czterdziestolecie Studenckiego Festiwalu Piosenki za "stworzenie księstwa piosenki artystycznej w Lublinie". Współtwórca Lubelskiej Federacji Bardów. Nagrywał i wydawał utwory z tekstami Edwarda Stachury. Nagrywa i wydaje autorskie utwory. Nagrywa i wydaje utwory z LFB. Dostarczył repertuaru następującym laureatom SFP w Krakowie: Robert Mróz, Jagoda Naja, Marek Dyjak, Arkadiusz Dziewulski, Agnieszka Skarżyńska, Jolanta Sip."

kliknij na obrazku aby uruchomić

 

 

 

Trzydzieści lat temu, 5 stycznia 1982 roku, KRZYSZTOF WIANECKI z Tarnobrzega został skazany w postępowaniu doraźnym przez Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego na 3 lata pozbawienia wolności oraz karę dodatkową pozbawienia praw publicznych na okres 2 lat.

 

Image

W 1981 r. Krzysztof ma 21 lat. Jest pracownikiem technicznym radiowęzła w machowskim „Siarkopolu”.

Podczas jesiennego strajku w województwie tarnobrzeskim prowadzi radiowe studio strajkowe, gdzie informuje górników o rozmowach solidarnościowego komitetu z komisją rządową. Przygotowuje retransmisje zagłuszanych przez komunistów audycji Radia Wolna Europa. – Te programy były solą w oku dyrekcji siarkowego kombinatu – wspomina po latach.

Krzysztof jest członkiem Krajowego Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, któremu patronuje Leszek Moczulski z KPN. Blisko współpracuje z legendą tarnobrzeskiej opozycji, byłym więźniem politycznym Janem Kozłowskim.

 

KONIEC MARZEŃ

Sobota, 12 grudnia 1981 roku. W siedzibie Zarządu Regionu NSZZ “Solidarność” Ziemia Sandomierska w Stalowej Woli spotyka się kilku działaczy związku, m.in. przywódca „Solidarności Wiejskiej” J. Kozłowski, szef regionu Stanisław Krupka, rzecznik prasowy ZR Eugeniusz Trzustko, Krzysztof Wianecki z “Siarkopolu”. Rozmowa przedłuża się, dlatego ten ostatni nocuje w Stalowej Woli. Wcześnie rano przez Zbydniów wraca okazjami do Tarnobrzega. Jeszcze nie wie, że tylko jemu z grona rozmówców uda się tej nocy uniknąć zatrzymania przez esbeków.

Niedziela, 13 grudnia 1981 r. Krzysztof dociera do Tarnobrzega przed południem i już nie ma wątpliwości, że w kraju stało się coś poważnego. Od znajomych dowiaduje się o wprowadzeniu stanu wojennego. – Próbowałem złapać jakiś kontakt z kolegami ze związku. Dotarłem do kopalni “Machów”, a tam spotkałem tylko jednego przewodniczącego Komisji Zakładowej – Stanisława Zipsera. Postanowiliśmy napisać odezwę, w której informowaliśmy o masowych aresztowaniach działaczy “Solidarności” i wzywaliśmy do podjęcia czynnego oporu. Później prokurator wojskowy skrzętnie wykorzysta słowa “o walce do ostatniej kropli krwi.”

W Machowie pozostaje do poniedziałku rano. Później, kiedy orientuje się, że SB i MO zatrzymały większość działaczy z “Siarkopolu” i żaden opór w przedsiębiorstwie nie jest już możliwy, wraca do Tarnobrzega. Rozważa możliwość przedostania się do Krakowa, do przyjaciół z KPN. Nie wie, że w Tarnobrzegu stał się osobą “pilnie poszukiwaną”.

 

Z ULICY DO WIĘZIENIA

Poniedziałek, 14 grudnia 1981 r. Na jednej z tarnobrzeskich ulic Krzysztof zostaje zatrzymany i przewieziony wprost do komendy milicji. Tam spotyka kolegów z “Solidarności”, którzy czekają na transport do „miejsc odosobnienia”. Sam nie dostaje decyzji o internowaniu i po kilkugodzinnym przesłuchaniu, we wtorek rano, odwieziony zostaje do Rzeszowa. – Jechałem wprawdzie skuty kajdankami, ale w dość luksusowych warunkach, w samochodzie osobowym pomiędzy dwoma  milicjantami.

W Rzeszowie kolejne całodzienne przesłuchanie, bez wody i kromki chleba. Wieczorem prokurator przedstawia mu nakaz aresztowania. – W zakładzie karnym w Załężu najpierw przeszedłem zbiorową „ścieżkę zdrowia” z blokiem kryminalnym, a później zajęto się mną indywidualnie. Klawisze i ubecy zbili mnie tak, że byłem nieprzytomny prawie trzy doby. Kiedy więźniowie kryminalni dowiedzieli się, że jestem z „Solidarności”, przenieśli mnie z podłogi na łóżko, dali herbaty i papierosy. “Dzięki takim, jak ty, mamy normalne warunki” – powiedzieli, kiedy zapytałem, dlaczego mi pomagają. Wkrótce do tej samej celi trafiają strajkujący z rzeszowskiej WSK.

 

SĄD DORAŹNY

Proces Krzysztofa Wianeckiego odbył się 5 stycznia 1982 r. przed sądem wojskowym w Rzeszowie. Dowodem w sprawie była odezwa napisana 13 grudnia 1981 r. na terenie machowskiego „Siarkopolu”. Z trzech artykułów wojennego kodeksu karnego groziło mu w postępowaniu doraźnym od trzech lat więzienia do… kary śmierci włącznie. Dostał, tak jak współautor ulotki Stanisław Zipser, trzy lata.

Zaraz po procesie znalazł się w pierwszym transporcie do więzienia w Hrubieszowie. – Było nas dziesięciu skazanych z Rzeszowskiego, w tym Staszek i ja. Przed kratą więzienia czekał na nas kordon klawiszy pod bronią, z psami. W pierwszej chwili pomyślałem: Czy to się dzieje naprawdę?

Trafił do celi na pierwszym piętrze, z której okien widać było drugą stronę Bugu, a tam sowieckie patrole, graniczne zasieki. W tej celi, oprócz dużego starszego Stanisława Zipsera, znaleźli się sami dwudziestolatkowie. Nawet klawisze byli zdziwieni, że ci gówniarze chcieli siłą obalić socjalizm w Polsce. – Oni byli pewni, że złapano nas z bronią, a “Solidarność” zamierzała likwidować komunistów i ich rodziny. Zupełna paranoja…

Wkrótce do więzienia w Hrubieszowie trafiła czołówka solidarnościowej „ekstremy”, m.in. warszawski MKS ze Zbigniewem Romaszewskim (obecnie senatorem RP) i grupa działaczy łódzkich z Jerzym Kropiwnickim (obecnie prezydentem Łodzi). W sumie 170 osób z niemal połowy Polski. Część zaraz po wyjściu z więzienia wyemigrowała do Francji, Wielkiej Brytanii, Kanady, a nawet Australii (m.in. Krzysztof Michałkiewicz z Lublina, dzisiaj minister pracy w rządzie K. Marcinkiewicza). Zdecydowana większość pozostała jednak w kraju.

– Do Hrubieszowa trafili później ludzie z naszego regionu. Z Tarnobrzega Edward Antończyk, ze Stalowej Woli m.in. Andrzej Maślach i Mirosław Cop, ze Staszowa czterej licealiści, skazani przez sąd za kolportaż niezależnych wydawnictw: Wojtek Wiśniewski, Paweł Kosiarski, Darek Kolatorowicz i Stasio, którego nazwiska już nie pamiętam – wspomina Krzysztof Wianecki.

 

NIEPOKORNI

Więzienie w Hrubieszowie było przygotowywane dla ludzi “Solidarności” już jesienią 1981 r. – Mówili nam o tym, pracujący przy remoncie więźniowie kryminalni. I właśnie w czasie tego remontu władze popełniły pewien zasadniczy błąd – przypomina Krzysztof. – Łóżka, które służyły więźniom do rozbijania drzwi w czasie buntów, zostały przyspawane do ścian, co dawało nam możliwość komunikowania się alfabetem Morsa pomiędzy celami. Dzięki temu mogliśmy koordynować akcje protestacyjne w całym zakładzie karnym.

Czy próbowano podsuwać “lojalki”, łamać psychicznie? – Zdarzały się przypadki indywidualnych wezwań na rozmowy, ale raczej bez skutku. To było więzienie, w którym zamknięto prawdziwą ekstremę. Prowadziliśmy głodówki, wywieszaliśmy z okien solidarnościowe transparenty, uruchomiliśmy radio, działała więzienna poczta. Cały czas walczyliśmy o status więźnia politycznego. Oni wiedzieli, że z tą opozycją rozmawiać się nie da. Nawet kryminalni szybko zdali sobie sprawę, że nie ma sensu z nami wojować. Przez zachowanie więźniów sumienia klawisze zmuszeni byli iść na dwutygodniowe, obowiązkowe urlopy. – Dla poratowania nerwów…– śmieje się dzisiaj Krzysztof.

Dlatego polityczni nie dostawali paczek z darów, mieli ograniczenia w kontaktach z rodziną, a na zewnątrz murów – w przeciwieństwie do kryminalnych – wychodzili skuci. W zamian nie pozwalali klawiszom mówić sobie “ty”, nie wykonywali poleceń władz więziennych, a przede wszystkim buntowali się. Do historii Hrubieszowa przeszedł 18-dniowy strajk głodowy. – W końcu zakuto nas z tyłu, posadzono siłą na krzesła, włożono do gardła rurę i wlano jakąś papkę – wspomina Krzysztof. Zakończyli głodówkę, kiedy kilku więźniów trafiło do szpitala.

31 sierpnia 1982 roku doszło niemal do otwartego buntu, kiedy przed bramą pojawiły się wojskowe skoty. Gromkich śpiewów skazanych nie zdołały przerwać strumienie wody, która pozalewała cele. Kolejną próbę buntu sprowokowało przywiezienie do Hrubieszowa skatowanego przez klawiszy chłopaka z Łodzi. Więźniowie zdemolowali cele, strażnicy zagrozili użyciem broni. Finałem zamieszek było odwołanie naczelnika.

 

NA WOLNOŚCI

W czerwcu 1983 roku Krzysztof Wianecki wyszedł z więzienia z dokumentem, w którym napisano: “Rada Państwa postanawia: I. Skorzystać z prawa łaski w stosunku do: 9) Wianeckiego Krzysztofa Andrzeja s. Bronisława, skazanego wyrokiem Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie z dnia 5.I.1982 r. – w postępowaniu doraźnym – na karę 3 lat pozbawienia wolności oraz karę dodatkową pozbawienia praw publicznych na okres 2 lat przez warunkowe zwolnienie z odbycia reszty kary pozbawienia wolności z wyznaczeniem okresu próby na 3 lat”. (Odpis Uchwały Rady państwa nr PU-1111-43-83 z dnia 20 kwietnia 1983 r.)

Wrócił do Tarnobrzega, zaczął szukać pracy. Miał wtedy rzadki zawód elektronika, więc z ofertami nie było kłopotu. Jednak po dwóch, trzech dniach nowy pracodawca z przepraszającym wyrazem twarzy żegnał byłego “kryminalistę”. Cienie z SB pilnowały ekstremisty. Pozostała więc praca na “suprach” w tarnobrzeskim “Siarkopolu”.

Krzysztof Wianecki, tak jak większość “hrubieszowiaków”, zaangażował się w podziemie antykomunistyczne, rozpoczynając współpracę z “Solidarnością Walczącą” Kornela Morawieckiego. Przez całe lata 80. drukował i rozprowadzał niezależną prasę i bezdebitowe książki. Ale to już zupełnie inna opowieść.

Na zakończenie naszego spotkania Krzysztof powiedział zdanie, które dla osób pamiętających tamten czas nie jest wcale zaskakujące: – My w więzieniu czuliśmy się wtedy o wiele bardziej wolni, niż społeczeństwo za murami…

Piotr Niemiec

Tygodnik Nadwiślański

 

 

 

 

 

KRÓTKA OPOWIEŚĆ KRZYSZTOFA

Aby  powiedzieć o powstaniu struktur SW w Tarnobrzegu należy chyba cofnąć się do stanu wojennego. Działałem w Komitecie Obrony Więzionych za Przekonania. Byłem związany z Krakowskim KPN-em. Po wprowadzeniu stanu wojennego. 

Współnie ze Stachem Zipserem wydajemy odezwę. Aresztowanie. Wyrok i „odsiadka” 18 miesięcy z trzy letniego wyroku. Wyrok został zawieszony. Nastepnie praca na osławionych „Suprach” i działalność w podziemnym kolportażu.  W tym samym czasie Andrzej Rozwód tworzy grupkę, która  przysparza SB pracy. Kolportaż „bibuły”, malowanie napisów, ulotki i beskuteczne próby uruchomienia nadajnika radiowego. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych Antek Kopaczewski dociera do Andrzeja z propozycją utworzenia struktur SW w Tarnobrzegu jako pododdziału  rzeszowskiego. Jako grupka konspiratorów głównie z Jeziórka  SW w Tarnobrzegu funkcjonuje.  Równolegle Andrzej podejmuje próbę złapania kontaktu ze mną i namawia mnie do włączenia się w struktury podziemia SW. Następuje zaprzysiężenie i od tego momentu  zaczyna się rozbudowa struktur organizacji, struktur kolportażu i moment uzyskania samodzielności jako struktura organizacyjna. Tworzymy własne pismo „Solidarność Walcząca” Tarnobrzeg, a po dojściu do składu redakcji Moniki Gustaw tworzymy nowy tutuł „Zaporę”. Powstają punkty i siatki kolportażu w Sandomierzu, Gorzycach, Staszowie, Nowej Dębie i Opatowie. „Odpuściliśmy” jedynie Stalową Wolę, ponieważ istniały tam mocne struktury „Solidarności” więc nie było potrzeby. Znałem  większość  osób działających w podziemiu więc dublowanie struktur byłoby i niebezpieczne i traciło sens. Punkty kolportażu oparte zostają przede wszystkim na byłych więźniach politycznych siedzących ze mną w więzieniu, sprawdzonych w wyjątkowych warunkach. Byli to m.in. Wojtek Wiśniwski, Władek Zieliński. Uruchamiamy nadajnik radiowy i emitujemy audycje w paśmie „trójki”. Audycje były nadawane z mieszkań na osiedlach Przywiśle czy Serbinów w Tarnobrzega m.in. u Basi Dubiel czy też z biur WKTS-U gdzie w tym czasie pracowałem. Nadajnik nasz mieścił się w małej torbie podróżnej, mieliśmy możliwość przewożenia go „Maluchem” i nadawania w terenie otwartym. Jak wspomniałem byliśmy strukturą samodzielną i poza kontaktem z Kopaczewskim i Szkutnikiem, i sporadycznie z Kucharskim oraz nazwą pododdział Rzeszów. Prasę i materiały otrzymywaliśmy z Krakowa, Katowic, Wrocławia i Warszawy. Sprzęt do druku; „sita”, offset, papier oraz nadajnik radiowy bezpośrednio z Wrocławia. Zresztą i offset i nadajnik odbierałem osobiście z Wrocławia.. Uczyli nas drukować  na „sicie”: Jadzia Chmielowska i Piotr Hlebowicz. Offset uruchamiał nam Krzyś „Dziki” Kornaś (jeden z drukarzy Hutnika). Romek Lazarowicz – prawa ręka Kornela, był moim kontaktem wrocławskim. Natomiast Janek Krusiński – twórca radia SW uczył mnie obsługi nadajnika.  Bywają w tym czasie w Tarnobrzegu ukrywająca się Jadzia Chmielowska, Hania Łukawska-Karniej, Kornel Morawiecki i Andrzej Kołodziej. Wszyscy pilnie poszukiwani w kraju przez SB. A Kornel i Andrzej, po nielegalnym powrocie do kraju, szczególnie intensywnie. Przez pewien czas, przez Tarnobrzeg prowadzi punkt przerzutowy na Ukrainę. Po wpadce drukarni i redakcji pisma „Hutnik” wsparliśmy na prośbę „Dzikiego” w papier ten słynny numer „Hutnika„  z artykułem „...a kuku generale”.  Mógł sie on ukazaćv niemal następnego dnia.  Warto wspomnieć, że  nasze pisemka „Solidarność Walcząca, „Zapora” czy później „Leliwa” ukazywały się jak na tamte czasy w nakładach ok. 1500 egz., a numery okolicznościowe nawet do 3000 egzemplarzy. Ponieważ mieliśmy duże zapasy papieru, mogliśmy drukować i zostawiać naszą i otrzymywaną z innych oddziałów prasę na przystankach, sklepach. Była podrzucana  wraz z książkami czy znaczkami pod drzwi mieszkań osób o poglądach niepodległościowych. Istniał kolportaż uczniowski w tarnobrzeskim LO. Trzeba pamiętać, że SW była najpilniej (aż do roku 1990) rozpracowywaną i to z niewielkimi sukcesami organizacją podziemną w Polsce, zaś działacze najpilniej poszukiwani. Na prośbę Antka Kopaczewskiego zostałem jawnym przedstawicielem SW. Solidarność Walcząca jako jedyna formacja opowiedziała się przeciw ugodzie magdalenki i okrągłemu stołowi. Ogłosiła bojkot wyborów do Sejmu kontraktowego. Sprzeciwiła się wyborowi Jaruzelskigo na prezydenta. Byliśmy zwalczani i dyskredytowani na każdym kroku. Dzisiaj  z perspektywy czasu widać, że mieliśmy rację. Po przegranych wyborach parlamentarnych pod szyldem Partii Wolności  oraz „czarami” z zaginięciem  kart z podpisami poparcia dla Kornela Morawieckiego jako kandydata na prezydenta  Polski w 1992 nasz oddział udał się na zasłużoną emeryturę. A działacze i członkowie struktur w niebyt pamięci społeczeństwa.

Krzysztof Wianecki

 

 

kliknij na poniższym obrazku aby obejrzeć bogaty fotoreportaż z uroczystości.

 

Zobacz też na:

 

 

wróć do początku   

 

 


© Leszek Jaranowski