|
po kliknięciu
myszką na zdjęciu uruchomi się strona z biogramem (niestety
nie wszyscy je dostarczyli)
|
KRAKÓW

Adam
Chodźko

Jan
Czarnecki

Leszek
Jaranowski

Kazimierz
Łapczyński

Janusz
Krupa

Jan
Ostroga

Leszek
Rogozik

Adam
Siatka

Janusz
Zyguła
STALOWA
WOLA

Andrzej
Barwiński

Jerzy
Kopeczek

Marian
Tofil

Zdzisław
Bełczowski

Edmund Myszka
LUBLIN

śp.
Andrzej Typiak

Paweł
Durakiewicz

Józef
Godlewski

Zbigniew
Góźdź

Robert
Makenson

Grzegorz
Ryczek

Marek
Staszewski

Marian
Tabiszewski
SŁUPSK

Roman
Zasada
ŚWIDNIK

Władysław
Kuś
KONIN

Andrzej
Adamczyk

Ryszard
Białkowski

Grzegorz
Kamiński
STARGARD
SZCZECIŃSKI

Józef
Stachowiak

Czesław
Łucko
SZCZECIN

Piotr
Mync

ś.p. Waldemar Kozakowski
WARSZAWA

Wojciech
Podgórzak
ŁÓDŹ

śp.
Zdzisław
Kuchciak
SANDOMIERZ

Jerzy
Las
TARNOBRZEG

Stanisław
Kijanka

Andrzej Kazula

Wojciech Gędek
FOTO
CZERWONY BÓR
'82









FOTO
CZERWONY BÓR
STAN
DZISIEJSZY































FILMY
TV Polonia – „Świadkowie nieznanych historii”.

Aby oglądnąć kliknij
na obrazku
TVP
Historia

Poświęcony WOS nr 6 w Czerwonym Borze.
Kliknij
na obrazku
TVP
Łódź

„Niepokornych w kamasze”
|
|
Wspomnienia
z aresztu –
Zdzisław Bełczowski
W
tym samym dniu, w którym stawiliśmy się w JW. 3466 w Czerwonym Borze
w Stalowej Woli odbywały się uroczystości peregrynacyjne. Wzięło w
nich udział około 50 tysięcy osób. Udział w nich brały delegacje z
Częstochowy, Lublina i Rzeszowa. Trwały one od 5-6 listopada. W tym
czasie w Kombinacie Przemysłowym Huty Stalowa Wola przy ulicy
Eugeniusza Kwiatkowskiego nr 1 pracowało około 25 tysięcy osób i był
on jednym z największych zakładów zbrojeniowych w Polsce.
Mnie
już nie było dane uczestniczyć w tych uroczystościach bo w dniu 5
listopada 1982 roku wraz z kilkuset innymi trafiliśmy do Jednostki
Wojskowej nr 3466 stacjonującej w Czerwonym Borze. Słynny to był pobór
rezerwistów i nie tylko, bo byli i tacy, którzy wcześniej w wojsku
nie służyli. Oczywiście żadnego ochotnika – wszystkich
wcielono do wojska przymusowo, a niektórych nawet przywiozła WSW
(Wojskowa Służba Wewnętrzna) zdrowych i chorych, ślepych, głuchych
i kulawych. Armia potrzebowała każdego, wszak trwał stan wojenny i wróg
tylko czyhał. Przynależność do nielegalnych struktur
„Solidarności” było jedynym kryterium poboru.
10
listopada 1982 roku w całej Polsce szykował się strajk generalny ogłoszony
przez podziemne władze „Solidarności”. Powodem
wprowadzenia stanu wojennego była obrona zbrodniczego komunizmu i
utrzymanie dominacji Moskwy w Polsce. Stan wojenny miał za zadanie
zniszczyć „Solidarność” i bronić interesów PZPR-u i jej
ludzi ściśle związanych z Kremlem.
Bunt
– protest
10
listopada 1982 roku nasz pluton szedł jako ostatni na stołówkę. Za
śpiewanie Roty i innych pieśni patriotycznych maszerowaliśmy bardzo długo,
kilkakrotnie byliśmy zawracani i poddani mustrze. Zatrzymano nas i
przypomniano, że w wojsku należy śpiewać na komendę i tylko
piosenki przewidziane w śpiewniku wojskowym. Ja takowego śpiewnika na
oczy nie widziałem nawet będąc w czynnej służbie wojskowej w latach
70-tych w Przemyślu. Gdy dotarliśmy do stołówki było tam pełno
kanarów i ściągnięto całe dowództwo. Część żołnierzy pobrała
posiłek, część nie pobrała. Ci co pobrali posiłek, w sposób
demonstracyjny nie chcieli go spożywać. Czynili to w ten sposób żeby
widzieli nasi koledzy. W tym czasie oficerowie zaczęli biegać między
stolikami i pytać dlaczego jedzenie nie smakuje, sugerowali więcej
przypraw, gotowi byli osobiście dolewać kompotu żeby tylko nie mieć
kłopotu. Spisali kilka osób i dali sobie spokój.
Wieczorem
około 21.30 przyszła po nas warta. Może zabraliby nas wcześniej, ale
mieli problem z żołnierzami czynnej służby zasadniczej, którzy nie
chcieli opuścić aresztu tłumacząc, że zostało im po kilka godzin
do odsiadki. W tym dniu było nas pięciu bo przyjechał z Gdańska
Marian Kokot i myśleli, że to on jest prowodyrem zajścia na stołówce.
Po przesłuchaniu został zwolniony.
W
areszcie w Czerwonym Borze były cztery cele i chcieli umieścić nas
pojedynczo. Ze mną mieli problem – w celi, do której zostałem
wprowadzony kojo było felerne. Po odpięciu go od ściany, jedna z dwóch
nóg podpierających łóżko była niesprawna. Musieli więc mnie do
kogoś dokooptować. Bardzo się spieszyli, aby jak najszybciej nas
„zapuszkować” i w tym pośpiechu nie sprawdzili z jakich
regionów kraju pochodzimy. Dzięki temu niedopatrzeniu znalazłem się
w jednej celi z Jurkiem Lasem. Z „Solidarności” Regionu
Ziemi Sandomierskiej było nas trzech; ja i Maciej Belina ze Stalowej
Woli, Jerzy Las z Sandomierza. Ryszard Kuczera był z Lublina.
Razem
z Jurkiem doszliśmy do wniosku, że z naszego pobytu w celi powinniśmy
coś pozostawić. Zabraliśmy się więc do pracy. Jeden stał przy
klapie w drzwiach i zasłaniał „lipo”, a drugi pilniczkiem
do paznokci rył na ścianach i parapecie hasła solidarnościowo-niepodległościowe.
Parapet był wysoko, więc jeden drugiego musiał podsadzać. Rano
wartownik wyprowadził nas na korytarz, na papierosa zanim pojawi się
świta bo palenie w areszcie było zabronione. Podczas rozmowy z nim
uzyskaliśmy bardzo ważną informację, że Breżniew nie żyje.
Wiadomość ta sprawiła mi wielką radość, poczułem się jak nowo
narodzony. Nie przejmowałem się w tym momencie grożącym mi wyrokiem,
czy będę siedział, czy też nie. Najważniejsze było, że tawariszcz
Breżniew pagib. Rozważałem: jeżeli nas „zapuszkują” aby
zastraszyć pozostałych w obozie, to po jakimś czasie musi przecież
dojść do zmian na lepsze, bo gorzej już nie może być. Wieczorem zabrano nas
z aresztu w Czerwonym Borze i przewieziono do aresztu garnizonowego w
Białymstoku. Zdziwiliśmy się mocno podczas ładowania nas do Stara bo
na osobę konwojującą wyznaczono dowódcę mojego plutonu. Jechaliśmy
„Starem” z plandeką, a na pace siedzieli i pilnowali nas
uzbrojeni w karabiny i ostrą amunicję żołnierze z czynnej służby
wojskowej. Każdy z nas miał swojego opiekuna. Kazano im w razie
ucieczki strzelać. Jechali z nami też żołnierze, którzy udawali się
na urlop lub przepustkę bo niby z Białegostoku mieli lepsze połączenia.
Po dojechaniu na miejsce i zapakowaniu nas do cel przeżyłem koszmar.
Okazało się, że warunki były dużo gorsze niż w areszcie w
Czerwonym Borze. W celach hulał wiatr, było zimno, dziury w ścianach
przy podłodze, a grasujące szczury wyglądały jak wypasione koty.
Przesłuchiwany byłem kilka razy. Przyszła też wiadomość z aresztu
w Czerwonym Borze, że w tamtejszych celach wykryto nasze hasło
solidarnościowe. Sprowadzono więc do aresztu grafologa. Co jakichś
czas zabierano nas do grafologa, siedziały i inne „typki”.
Rozdawano nam kartki papieru i kazano pisać hasła. Pisaliśmy po
kilkaset razy. Robiono nam przerwy i wyprowadzano z Sali, a po jakimś
czasie znów zaganiano na salę do pisania. Trwało to parę godzin.
Szkoda tylko było naszego czasu bo praca grafologa poszła na marne i
nic nam nie udowodniono. Z aresztu do prokuratury wojskowej na przesłuchanie
prowadzono nas między blokami skutych po dwóch, tak aby każdy widział
jak się junta Jaruzelskiego obchodzi z niepokornymi.
Dziś
to wszystko śmiechu warte, ale wtedy groziło mi więzienie od trzech
lat w zwyż. Władza chciała nam zafundować proces pokazowy, by
zastraszyć kolegów w obozie. Na przesłuchaniu w prokuraturze
podprokurator ppor. Leszek Parzych starając się wyciągnąć ode mnie
nazwisko prowodyra całej akcji zastraszał mnie: przy
dobrych układach możecie dostać „czapę” – karę śmierci.
Nie zapominajcie, że obowiązują przepisy stanu wojennego, a sprawa
odbywać się będzie w trybie doraźnym. Z aresztu garnizonowego
przetransportowano nas do aresztu śledczego w Białymstoku. Tam pobrano
nam odciski palców, a następnie oddaliśmy do kasy wszystkie pieniądze,
które mieliśmy przy sobie. Miały one być przeznaczane na tzw.
„wypiskę”, na zakup „cwaniaka”, cebuli, jabłek
i papierosów. Tylko tyle w tym czasie można było dostać. Pobraliśmy
z magazynu koc i ze „zdrowego aluminium” miskę, garnuszek i
łyżkę. Zabrano nas na „dołek”. „Sieczkarnie”
– cele przejściowe. Każdego z nas do innej, a po kilku dniach
„pod cele”. Co jakichś czas wzywany byłem na rozmowy do
smutnego faceta „wychowka” – wychowawcy. Pewnego razu
tak buzowali „czaj” w celi, że popalili żarówki.
Wychowawca zaraz wezwał mnie na rozmowę podejrzewając, że coś
kombinuję. Po tej rozmowie zostałem przeniesiony do innej celi.
W
obozie w czerwonym Borze tak pewni byli, że będziemy siedzieć, że
przyjechali z naszymi ubraniami cywilnymi by je wymienić na mundury. A
może obawiali się o nasze zdrowie, że na spacerniku gotowi jesteśmy
się przegrzać w tych wojskowych „bechatkach”. Mundurów
naszych im nie wydano bo nie byliśmy jeszcze po wyroku i musieli
odjechać z niczym.
Na
współwięźniów nie miałem co narzekać. Dzielili się ze mną
wszystkim. Nawet małolaci, którzy mieli lepszą wyżerkę chcieli się
zamienić ze mną porcjami. Solidarność była widoczna na każdym
kroku również i w więzieniu.
ciąg
dalszy nastąpi
|
KRAKÓW
– na podstawie
audycji emitowanej
w Radiu Kraków w dniu 16 grudnia 2007 roku
Adam Siatka — Miałem skalę porównawczą, jak
było w normalnym ośrodku internowania, a jak było w tym
wojskowym. Normalny ośrodek internowania w porównaniu z tamtym
to jest przedszkole. Tam była gehenna.
Kazimierz Łapczyński — To jest 1982 rok, początek
listopada, przynosi mi to milicjant do domu. Po prostu wezwanie,
normalne wezwanie – proszę bardzo podpisać się – odebrałem.
Leszek Jaranowski — Zasłużyłem sobie w ich
przekonaniu ewidentnie. Wyszedłem z tego „dołka" i
tu jest ciekawa historia – po 48 godzinach wedle obowiązującego
wtedy prawa albo się dostaje decyzję o aresztowaniu
tymczasowym, albo jakieś zarzuty, albo wypuszcza. No to mnie
wypuszczają, wychodzę cały szczęśliwy, słońce świeci. To
jest ulica Mogilska. Jest tam przystanek tramwajowy, no to idę
na ten przystanek i jadę do domu. Chłopakom powiedzieć, że
żyję, pokazać się żonie przede wszystkim. Bo zamykając oni
nigdy w życiu nie informowali rodziny. Po prostu się znikało,
nagle się znikało. Podchodzi na ten przystanek dwóch panów -
myślę, że następni chętni do tramwaju, a oni mnie pod pachę
i z powrotem na Mogilską, na drugą stronę ulicy. Następne
„48" godzin. Jedno „48" odbębniłem
– wypuścili – zapisali, że zostałem wypuszczony i
drugie „48". Za tym drugim razem jak wychodziłem to
dostałem bilecik. Byłem po służbie wojskowej, czyli
teoretycznie nazywało się to „bilet na odbycie ćwiczeń
rezerwy" – wziąłem.
Adam Siatka — Zostałem zawezwany na Komendę Uzupełnień
w Nowej Hucie i oczywiście dostałem powołanie na ćwiczenia
wojskowe – tak to wtedy nazywali. Skończyłem służbę
wojskową, nigdy nie byłem wzywany wcześniej na żadne ćwiczenia
mimo, że akurat byłem w łączności.
Leszek Jaranowski — Czerwony Bór – nikt z
nas nie wiedział gdzie to jest. Na mapie tego nie było w ogóle.
Co to za białe niedźwiedzie, jakieś takie? Potem się okazało,
że to głęboko na północnym wschodzie. Między Łomżą, a
Zambrowem. Poligon wojskowy. Na mapie, nazwa Czerwony Bór nie
istniała.

Jarosław Szarek (IPN Kraków) — Pierwsze osoby do tych
obozów trafiły przed ogłoszonym przez podziemne kierownictwo
Solidarności na 10 listopada 1982 roku strajkiem generalnym, który
miał być odpowiedzią na delegalizację „Solidarności"
przez ówczesny Sejm PRL. Potem były również gorące daty, bo
była pierwsza rocznica stanu wojennego 13 grudnia. Była
kolejna rocznica wydarzeń grudnia 1970 na Wybrzeżu. Strzałów
pod kopalnią „Wujek" 16 grudnia. Władza przewidywała,
że te daty, te rocznice będą w jakiś sposób momentem
aktywniejszej działalności „Solidarności". Chcąc
przed tym się zabezpieczyć, a nie chcąc już aresztować tych
ludzi – likwidowano obozy internowania –
jednak tych ludzi chciano odizolować i właśnie wykorzystano
te obozy wojskowe.
Leszek Jaranowski — Jak się znalazłem na
dworcu, sprawa zupełnie się wyjaśniła. Patrzę, stoi
multum ludzi młodych. Ludzie z podziemia w tamtych czasach
mieli charakterystyczny wygląd. Najczęściej brody... i tu
takie skupisko. Co, manifestacja się jakaś robi, manifa? No to
już – jestem gotowy i chętny! Patrzę się, a tu wszyscy
do tego samego pociągu wsiadają. Po drodze wysiadaliśmy w
takiej miejscowości, oczekiwaliśmy na następny pociąg żeby
dojechać dalej. Oczywiście cała miejscowość została przez
nas wszystkich – a była to już grupa ponad czterystu osób, całe
otoczenie dworca zostało wymalowane, oplakatowane. Ja pamiętam,
że miałem pióro. No to tym atramentem – niewiele tego
było – ale napis stosowny wykonałem na murze tego
dworca. Wysiedliśmy w Czerwonym Borze, dołączyli do nas
ludzie z innych miejscowości. Okazało się potem, że w
zasadzie byli z całej Polski. Potężny teren, poligon
wojskowy, czołgowisko, obrośnięte lasem wszędzie w koło.
Dla kogoś, kto nie zna terenu, żadnego ogrodzenia nawet nie
trzeba było – nie wiedziałby, w którą stronę iść i
jak długo, bo to wielkie, potężne przestrzenie. Potężne lasy
i nic w koło.
czytaj całość
KRAKÓW
List
– Jan Ostroga
W Czerwonym Borze znalazłem
się jak większość z uczestników nie po to, by
doskonalić przygotowanie wojskowe. Haniebna decyzja,
która bramę jednostki wojskowej, zamieniła
na bramę więzienną, rzuciła mnie, i wielu mi podobnych w to
właśnie miejsce. Dzisiaj 3 kwietnia 2008 r. jakiś impuls nakazał mi wyszukać w Internecie hasło
„Czerwony Bór”. Z zaciekawieniem zacząłem
wczytywać się w opis zdarzeń, których byłem uczestnikiem,
choć nie dane mi było przeżyć pełnego
„turnusu” tego swoistego wczasowiska. Umiłowanie
wolności, kazało mi od samego początku szukać możliwości
wyjścia, i szybkiego znalezienia się w domu, gdzie czekała żona,
i maleńka córka.
Przypominam sobie wiele szczegółów z
tamtego czasu. Mieszkałem w drugim,
lub trzecim „bungalowie”, w środkowym rzędzie
obozu. Już pierwszego dnia, moje nogi nie nawykłe do
wojskowych butów dały znać przez zapalenie ścięgna
Achillesa, że słuszne były moje wcześniejsze, udane zresztą
próby uniknięcia zasadniczej służby wojskowej w LWP.
Złagodzono więc rygor
noszenia butów na rzecz „pepeg”, wiedzieć jednak
należy, że w wyposażeniu nie było skarpet, lecz onuce. Nie
trzeba zbyt wybujałej fantazji, by wyobrazić sobie snujące
się ciury z wlekącymi się po ziemi onucami, a to idące na
stołówkę, a to ćwiczyć musztrę, a zawsze śpiewające
„piosenki zatwierdzone przez zarząd polityczny LWP”.
Każda próba zaśpiewania czegoś innego była natychmiast
przez kadrę dowódczą zdecydowanie przerywana. Jedzenie
było podłe. Nigdy nie zapomnę obiadu,
na który podano zimne ziemniaki, marynowanego ostroboka i
poszatkowaną zgniłą kapustę. Ale czegóż mogliśmy wymagać, my
„pachołki Reagana”, którymi
byliśmy dla kadry oficerów, lub „kryminaliści”, i
„złodzieje” – jak ostrzegano młodych
podoficerów służby zasadniczej. W podobny zresztą sposób
skwitowano nasz postulat o dowiezienie węgla, który prędko się
skończył. Trudno się więc dziwić, że instynkt
samozachowawczy kazał mi wykorzystać
pewną przypadłość mojego ciała, a
mianowicie możliwość w miarę bezbolesnego wywołania zwichnięcia
stawu barkowego. Co też udało mi się wykonać. I do dziś
pozostanie dla mnie zagadką, czy lekarz
podpisujący moje wcześniejsze zwolnienie odkrył, że jest to
mistyfikacja, czy nie. I to, że mrugnął do mnie
porozumiewawczo
zanim rzucił do mnie „no to
jedziecie do domu” miało coś znaczyć – dalibóg
nie wiem. A zbliżał się 10 listopada. Na ten dzień
zaplanowaliśmy jak pamiętam strajk,
chyba głodowy. Jednak cały wieczór
dnia poprzedniego spędziłem z kolegami pisząc na maleńkich
skrawkach papieru listę współmieszkańców, gryps ten ukryłem
we wnętrzu sygnetu, który wówczas nosiłem. Część kolegów
pisała do bliskich, jednak te listy nie były ukryte w jakiś
przemyślny sposób. Niemniej udało się i je przemycić.
Ja, oraz jeszcze jeden z
kolegów, który był krótko po resekcji żołądka (lekarz jak
zobaczył jego stan, i dokumenty ze szpitala rzucił tylko jakieś
przekleństwo i
podpisał mu zwolnienie) zostaliśmy
zawiezieni do Zambrowa, gdzie bez żalu, opuściliśmy wojskowy
gazik, którym nas tam odstawiono.
Po przybyciu do Krakowa przystąpiłem
do powiadamiania kogo trzeba o sytuacji, jaką zostawiłem w
Czerwonym Borze. Zacząłem od Arki Pana w Nowej Hucie.
Niestety, czy to z powodów bezpieczeństwa,
czy też rzeczywistej nieobecności księdza Jancarza nie oddałem
listy osobiście do jego rąk. Opatrzoną osobistym komentarzem pozostawiłem dyżurującemu
księdzu. Resztę listów rozesłałem, część oddałem osobiście.
Jedyną osobą, którą pamiętam z nazwiska, jest kol.
Andrzej Pawlik, chyba z
„Armatury”, pamiętam też, że gryps jego oddałem w aptece przy ul. Starowiślnej.
Są to moje pierwsze, pisane na
gorąco wspomnienia wywołane odkryciem strony poświęconej
osobom represjonowanym w Wojskowym Obozie Specjalnym nr VI w
Czerwonym Borze. 25 lat wymazuje wiele zdarzeń, ludzi, którzy wówczas wraz z nami, nie
waham się użyć tych słów, tworzyli historię. Dobrze się
dzieje, że ci, którzy byli wówczas w centrum wydarzeń, wręcz
je kreowali, chcą o tym opowiadać, dzielić
się z innymi tymi również małymi epizodami naszej wspólnej
drogi do wolności. Bo walka o wolność, to nie tylko Komańcza,
Załęże, czy inne historie na dziesiątą
stronę opisane na tonach papieru, ale również mało znane
epizody, którego jeszcze mniejszym epizodem była moja w nim
„rólka” – Czerwony Bór.
Pozdrawiam Jan Ostroga
xx
STALOWA
WOLA
Wspomnienia z Czerwonego Boru
Najpierw przepychanki w RKU. Bezwzględnie nie respektowano żadnych
dokumentów (np. zaświadczenia lekarskie), które mogłyby odwołać
nakaz wyjazdu do Czerwonego Boru do Wojskowego Obozu Specjalnego
nr VI, oficjalnie na ćwiczenia wojskowe w jednostce JW 3466. W
efekcie w obozie byli inwalidzi, ktoś w gipsie do pasa, ktoś
bez palców u prawej ręki...
Na
początku listopada musieliśmy jechać. Na dworcu w Stalowej
Woli wszystkie światła były wyłączone, żeby nie było widać
tych, którzy nas odprowadzali, albo żeby nie było wiadomo ilu
nas jedzie. W nocy przesiadka w Warszawie i rano dotarliśmy do
Zambrowa. Część samochodami pojechała do Czerwonego Boru, część
odmówiła jazdy samochodami i dotarła wieczorem. Ci
zakwaterowani zostali dopiero następnego dnia – noc
przespali jeszcze w cywilnych ciuchach.
Obóz składał się z drewnianych baraków (stare
wagony). Na skraju był pawilon z umywalkami, prysznicami i
ubikacjami. W baraku spało 16 osób. Była też koza –
piecyk żelazny, który ogrzewał nas nocą. W dzień, kiedy
chorzy zostawali w barakach, ścigali nas za palenie w piecyku.
Kiedyś jeden z poruczników (dowódca plutonu) zalał rozgrzany
piecyk wodą, aż pękła blacha. Chłopcy straszyli go potem,
że doniosą, że zniszczył mienie wojskowe.
czytaj całość
LUBLIN
Czerwony
Bór, polski gułag '82
Październik
‘82: Kilkudziesięciu lubelskich działaczy Solidarności
wezwano do Wojskowej Komendy Uzupełnień w Lublinie, gdzie
otrzymali powołania do wojska. Już 5 listopada wyjeżdżają
w nieznane, w sam środek leśnej głuszy na Podlasiu. Mieszkają
w nie ogrzewanych bydlęcych wagonach. W trzaskającym mrozie
budują drogę ze śniegu. Codziennie są przesłuchiwani przez
oficerów WSW i nakłaniani do współpracy. Nie wrócicie już
stąd, słyszą. Tu będzie drugi Katyń. Władysław Kuś,
uczestnik strajków i pacyfikacji WSK Świdnik, nigdy nie był w
wojsku. 29 października ‘82 na wezwanie do WKU na ulicy
Spadochroniarzy w Lublinie przyszedł myśląc, że chodzi o
uzupełnienie dokumentów. - Wszystko trwało bardzo krótko.
Dostałem powołanie na 5 listopada. Jednostka: Czerwony Bór.
Spojrzałem na mapę, nigdzie nie było takiej wsi. Gdzie oni
nas wywożą? - pomyślałem.
Koniec
złudzeń
Na
swoją kolejkę czekało ponad 50 mężczyzn, którzy doskonale
znali się z działalności opozycyjnej. Byli z Lublina, Kraśnika,
Świdnika i Łęcznej. W różnym wieku. Niektórzy niepełnosprawni
i schorowani. Łączyło ich jedno: wszyscy działali w
Solidarności. - Zobaczyłem samych znajomych z opozycji i nie
miałem wątpliwości, że to podstęp - wspomina Włodzimierz
Blajerski, który także otrzymał wezwanie do WKU. - Po prostu
stamtąd uciekłem. Na dwa tygodnie pod zmienionym nazwiskiem
skryłem się w szpitalu. To mnie uratowało. Inni nie mieli
takich możliwości. - Byłem podoficerem czynnej służby
wojskowej. Za odmowę wykonania rozkazu groziła kara śmierci -
mówi Józef Godlewski, powołany tego samego dnia do Czerwonego
Boru. - Nie miałem gdzie się ukryć. A poza tym, chciałem
wierzyć, że nas naprawdę biorą do wojska.
Złudzenia
prysły już w pociągu
Podróż
z Lublina do tajemniczego Czerwonego Boru trwała ponad 10
godzin. Po drodze wsiadali mężczyźni wcieleni do wojska w
Krakowie, Nowej Hucie, Wrocławiu, Łodzi, Gdańsku… W
sumie ponad pół tysiąca osób. - Nikt nie wiedział, gdzie
nas wiozą, co to za jednostka - wspomina Kuś. - Ale już
wiedzieliśmy, że nie jedziemy tam przypadkowo, skoro wśród
nas są sami działacze opozycji.
Strach
zdegradowanych
O
3 nad ranem pociąg stanął w szczerym polu. Na “żołnierzy”
czekało dwóch wojskowych. Pięć kilometrów konwojowali ich w
głąb lasu. Kiedy stanęli pod szlabanem prowadzącym do
jednostki wojskowej, padł krótki rozkaz: Żadnych rozmów!
Cisza! Wszystko, co będzie się tutaj działo, zostaje objęte
ścisłą tajemnicą wojskową. Potem kilka godzin czekania w
zimnym, ciasnym baraku na dalsze rozkazy. Potem strzyżenie i
golenie. - Kazali nam się przebrać w polowe mundury - wspomina
Godlewski. - Bez pagonów, choć przecież byli wśród nas
oficerowie. Tak, jakbyśmy wszyscy w jednej chwili zostali
zdegradowani. Nie dostaliśmy broni… i wtedy stało się
jasne, że pod przykrywką wojska szykują nam coś zupełnie
innego. Strach było nawet myśleć, co.
Zrobimy
wam Katyń
Mężczyzn
skoszarowano po 50 w barakach. Barak to były trzy bydlęce
wagony. Takich baraków - gotowych na przyjęcie nawet 2 tys.
ludzi - było kilkadziesiąt. W środku piecyk na drewno, który
miał ogrzewać barak przy 15-stopniowym mrozie. I jeszcze
metalowe piętrowe łóżka. Wszystko. - W nocy zaczęliśmy
przymarzać do łóżek. Ci, którzy spali dalej od „kozy” zamieniali się na łóżka z tymi, którzy
spali bliżej. Przy piecyku całą noc ktoś dyżurował, bo
inaczej byśmy tam po prostu pomarli z zimna - opowiada Kuś.
Pierwszy ranek zaczął się od musztry. Poszli wszyscy, także
chorzy i niepełnosprawni: - Bez palców u rąk, z jedną nogą
krótszą, długą dłuższą, chorzy na serce - wylicza
Godlewski. - Ja sam miałem krwawiące wrzody. Tamtych to nie
interesowało. - Chodziło ot to, żeby nas przeczołgać,
upokorzyć, zastraszyć - dodaje Władysław Kuś. - Jeden z
oficerów powiedział: Zapomnijcie o powrocie do domu. Obok na
poligonie stacjonują radzieckie wojska. Zrobią wam tu drugi
Katyń.
czytaj
całość
Lista
osób represjonowanych
w
Wojskowych Obozach Specjalnych
Lista
nie jest kompletna, nadal próbujemy się policzyć. Proszę
o uzupełnianie. Jeżeli nie ma Cię na liście skotaktuj się
ze mną.
(Po
klknięciu na nazwisko wyróżnione kolorem niebieskim zostanie uruchomiony
biogram)
Leszek
Jaranowski
KRAKÓW
| Atłasiński Bogusław |
Krawczyk Jerzy
(TW „Waga”) |
śp. Pompa Franciszek |
| Baran Andrzej |
Krupa Janusz |
Pyrek
Adam |
| Bielecki Zbigniew |
Kural Marek |
Pyzik Antoni |
| Brodacki Wiesław |
Król Józef |
Rogozik Leszek |
| Charmas Jerzy |
Kwaśniak Waldemar |
Rusek Stanisław |
| Chodźko Adam |
Łapczyński Kazimierz |
Rusnarczyk Ryszard |
| Czajkowski Marek |
Małyska Mieczysław |
Ryba Mirosław |
| Czarnecki Jan |
Meissner Jakub |
Siatka Adam |
| Daniel
Wojciech |
Mroczek Stanisław |
Szczypczyński Tadeusz |
| Dobkowski Eugeniusz |
Niestój Zenon |
Tarnowski Jan |
| Farys Stanisław |
Nosek Zbigniew |
Tomaszewski Ryszard |
| Jakubowski Roman |
Ostroga Jan |
Wiącek Jan |
| Jaranowski
Leszek
|
Ostrowski Tadeusz |
Wołek Andrzej |
| Kalina Wacław |
Panek Tadeusz |
Zyguła Janusz |
| Kantor Bogusław |
Pawlik Andrzej |
Zyska Janusz |
| Kietliński Jan |
Pędziwiatr Wiesław |
|
STALOWA
WOLA
LUBLIN
| śp. Bartosiewicz Waldemar |
Durakiewicz Paweł |
Godlewski Józef |
| Kuczera Ryszard |
Góźdź Zbigniew |
Makenson Robert |
| Ryczek Grzegorz |
Staszewski Marek |
Stec Antoni |
| Tabiszewski Marian |
śp.
Typiak Andrzej |
Waiss Janusz |
| Poźniak Mirosław |
Kutyła Marek |
Wierzbicki Stanisław |
| Obrośliński Zbigniew |
Kruk Henryk |
Bielecki Teofil |
OPOLE
LUBELSKIE
ŚWIDNIK
| Kuś Władysław |
Rudnicki Józef |
|
KONIN
| Adamczyk Andrzej |
Białkowski Ryszard |
Kamiński Grzegorz |
| Okoń Edmund |
|
GDAŃSK
| Zieliński
Tadeusz |
Amrożewski Jan |
Kula Zbigniew |
| Łazarewicz Marian |
Bąkowski
Stanisław |
Kokot
Marian |
| Dudek Mirosław |
|
|
GDYNIA
BIAŁYSTOK
| Borowski Wiesław |
Charytonowicz Wojciech |
Długokiński Zdzisław |
| Gołębiowski Tomasz |
Kowalewski Janusz |
Krupienko Tadeusz |
| Łapiński Henryk |
Pruszyński Władysław |
Sienicki Zygmunt |
| Zaniewski Jan |
Zieniewicz Marek |
Żyłka Jacek |
| Nieczaj Waldemar |
Redlarski Bogumił |
Tobijański Zbigniew |
| Moreiniak Antoni |
Soczyński Andrzej |
Panasewicz Andrzej |
| Pryzmont Andrzej |
|
|
RZESZÓW
|
Alot Stanisław |
Biały Stanisław |
Godzic Roman |
| Hady Marian |
Krztoń Marian |
Popek Bogdan |
| Roman Adam |
Maciejewski Henryk |
Rędziniak Tadeusz |
| Buczek Janusz |
Jakim Roman |
Bieda Piotr |
| Pruchnik Ryszard |
Szczepański Józef |
Rak Jan |
| Kazimierski Zbigniew |
Zubel Tadeusz |
|
DĘBICA
ŁAŃCUT
JASŁO
| Faber Kazimierz |
Galon Stanisław |
Jurczyk Adam |
| Kachlik Andrzej |
Maciejowski Ryszard |
Poniatowski Kazimierz |
KROSNO
| Fil Aleksander |
Fryc Stanisław |
Kopczak Czesław |
| Masłyk
Jan |
|
|
SANOK
| Janiszewski Krzysztof |
Tomczewski Edward |
Rychter Piotr |
| Lachowicz Piotr (m. Zagórz) |
|
|
TARNÓW
BEŁCHATÓW
STARACHOWICE
| Drygulski Stanisław |
Krupa Adam |
Nowak Leszek |
| śp.
Wiktorowski Tadeusz |
Żmudziński Bogusław |
Niewiadomski
Marek |
| Kowalczyk Krzysztof |
|
|
MIELEC
| Wyrzykowski Marek |
Bryła
Jerzy |
Kupiś Jacenty |
| Koziniak Stanisław |
Fudali Krzysztof |
Maj Adam |
BIELSKO
BIAŁA
| Cichy Marek |
Czernecki Stanisław |
Krywult Jerzy |
| Pierzchalski Zbigniew |
Widyna Eugeniusz |
Genc Janusz |
OLSZTYN
| Daszkowski Jerzy |
Grajżul Zdzisław |
Kusaj Jerzy |
TARNOBRZEG
| Grzybowski Tadeusz |
Kijanka Stanisław |
Ptak Andrzej |
| Sobieniak Antoni |
Myszka Edmund |
Pałeczka Bronisław |
| Bielecki Tadeusz |
Chyla Stefan |
|
SANDOMIERZ
BYDGOSZCZ
| Dzierżykraj-Lipowicz
Marian |
Koc Bogusław |
Lewandowski Jarosław |
| Marynowski Jan |
Zawadzki Ireneusz |
Ożga Antoni |
| Szatkiewicz
Eugeniusz |
|
|
PUŁAWY
| Głos Witold |
Płóciennik Bogdan |
Zubowski Zbigniew |
| Sikora
Grzegorz |
Kustra
Jerzy |
|
ŻYRARDÓW
| Oskiera Krzysztof |
Pałac Krzysztof |
Żak Jan |
ŁÓDŹ
| Karbowski Paweł |
Kowalik Marek |
Stasiak Bogdan |
| Wódz
Kazimierz |
śp.
Kuchciak
Zdzisław |
Rogoziński
Piotr |
| Błaszczyk Mieczysław |
|
|
ŁOWICZ
PIOTRKÓW
TRYBUNALSKI
SKIERNIEWICE
KĘTY
TYCHY
GRUDZIĄDZ
| Żynda Wenancjusz |
Jodła
Zygmunt |
|
KIELCE
| Jagłowski Robert |
Nowak Jacek |
Skarżyński Mirosław |
| Skopowski Marek |
Żak
Bogusław |
Chmielowski
Janusz |
| Radek Andrzej |
Tchórz Lucjan |
Szrek Jacek |
| Kopeć Tadeusz |
Kraj Stefan |
|
WARSZAWA
| Nowak Jacek |
Pachla Jerzy |
Rosiński Marek |
| Podgórzak Wojciech |
Szubiński Marek |
Wodarczyk
Wojciech |
| Szczęsny Piotr |
|
|
KOSZALIN
| Brach Józef |
Juszkiewicz Zbigniew |
Kacperek Jerzy |
|
Nowak Zbigniew |
Szubiński Zbigniew |
Szczeklik Zbigniew |
TCZEW
| Bielecki Józef |
Lamkiewicz Leszek |
|
KOŁOBRZEG
| Grudnik Janusz |
Dekaban Mieczysław |
Juszkiewicz Zbigniew |
| Nowak Zbigniew |
|
|
RADOM
| Chojnacki Wojciech |
Czubak Marek |
|
SKARŻYSKO
KAMIENNA
| Staniszko Ryszard |
Chudzik
Krzysztof |
|
TORUŃ
| Churski Andrzej |
Zieliński Zbigniew |
Seliga
Marek |
| Wróblewski Zbigniew |
|
|
SZCZECIN
| Kozyra Władysław |
Mync Piotr |
Szerszeń Krzysztof |
| Zuzankiewicz Waldemar |
s.p. Kozakowski Waldemar |
Stachal Henryk |
| Hnatkowski Franciszek |
|
|
SŁUPSK
LĘBORK
| Stankiewicz Teodor |
Mielewczyk Jerzy |
Klein Jerzy |
OSTRÓDA
BIAŁOGARD
ZAMOŚĆ
PŁOCK
| Brant Jerzy |
Kaca Józef |
Kupiecki Eryk |
| Krawczyk Mieczysław |
Porębski
Wiesław |
Szymański Marek |
| Zółtowski Jan |
|
|
KĘTRZYN
| Lany Jerzy |
Symołon Hieronim |
|
KRAŚNIK
| Lenart Edward |
Pyzik Antoni |
Tuderek Kazimierz |
| Zbytniewski Wiesław |
Posyniak Józef |
Kazula Andrzej |
| Ciastek Tomasz |
|
|
POŁANIEC
URZĘDÓW
| Popłoński Marek |
Gawdzik Wiesław |
|
ŁYSOMICE
CZERNICHÓW
STASZÓW
| Sobieniak Tolek |
Nasternak
Roman |
Ptak Andrzej |
LUBARTÓW
KONSTANTYNÓW
ŁASKARZEW
OŻARÓW
ŁĘCZNA
| Andrzejkiewicz Jan |
Matysiak Józef |
Mińczuk Stanisław |
| Gruca Zbigniew |
|
STARGARD
SZCZECIŃSKI
USTRZYKI
DOLNE
OSTROWIEC
ŚWIĘTOKRZYSKI
| Siwoń
Jerzy |
Żak Bogusław |
Dworucha Wojciech |
SKARŻYSKO
KAMIENNA
WŁOCŁAWEK
| Smoliński
Czesław |
Jankowski Jerzy |
Lewandowski Wojciech |
NISKO
| Trzuskot
Eugeniusz |
Pawlus Jan |
|
KRĘPA
DZIERŻĘCIN
UNISŁAW
HUTA
DĄBROWA (PODOSIE)
RYTWIANY
RUMIA
ŁEBIEŃ
DZIERZKOWICE
ZWIĘCZYCA
BRZEG
CHYBIE-MNICH
CHOROSZCZ
CZUDEC
CZERWIN
BARSZCZEWO
ŁOMŻA
TRZEBNICA
WROCŁAW
|

Marcin
Dąbrowski – historyk z lubelskiego IPN
To
nie przypadek, że 2 listopada ‘82 powołano do
"wojska” tak dużą grupę działaczy Solidarności z
całego kraju. 8 października sejm PRL uchwalił nową ustawę
o związkach zawodowych, która przekreślała szanse na
reaktywację Solidarności.
W odpowiedzi na to 9 października
roku podziemne władze związkowe wezwały działaczy do
zorganizowania 10 listopada strajku generalnego. To miała być
równocześnie rocznica zarejestrowania Solidarności w
‘80 roku. 11-13 października już zaczęły się pierwsze
zamieszki w kraju. Trzeba było coś z tym zrobić, tym
bardziej, że władze szykowały się do zniesienia stanu
wojennego. Wymyślono więc unieszkodliwienie działaczy
Solidarności poprzez masowe wcielenie ich do wojska. Najwięcej
osób było z krakowskiego, lubelskiego, gdańskiego, wrocławskiego
i z Wielkopolski. Nie ma wątpliwości, że miało to charakter
represyjny.
To był szczególnie dotkliwy obóz internowania,
o którym wiemy dziś jedynie z relacji świadków.
Marcin
Dąbrowski |
List
do Premiera RP pana
Donalda Tuska Warszawa 17
marca 2008
w
sprawie projektu ustawy „o uprawnieniach kombatantów,
uczestników walki cywilnej lat 1914-1945, działaczy opozycji
wobec dyktatury komunistycznej oraz niektórych ofiar represji
systemów totalitarnych"
(dotyczy
również osób internowanych w Wojskowych Obozach Specjalnych)
pełny
tekst listu > 
Odpowiedź z
Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej:
1) ..."uprzejmie
informuję, ze projekt był już przedmiotem szerokich
konsultacji społecznych głównie w środowiskach kombatantów
i osób represjonowanych i zyskał ich akceptację. Ponadto
projekt został przyjęty przez Komitet Rady Ministrów. W związku
z powyższym uprzejmie informuję, że na obecnym etapie prac
legislacyjnych wprowadzanie zmian w projekcie ustawy nie jest
możliwe."
2) Konsultacje międzyresortowe
i społeczne.
Projekt ustawy został przesłany do uzgodnień międzyresortowych
oraz konsultacji
z następującymi partnerami społecznymi:
1) Forum Związków Zawodowych;
2) NSZZ „Solidarność”;
3) NSZZ „Solidarność 80”;
4) Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych;
5) Konfederacją Pracodawców Polskich;
6) Konfederacją Pracodawców Prywatnych;
7) Business Centre Club;
8) Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Internowanych
Represjonowanych;
9) Związkiem śołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych;
10) Związkiem Represjonowanych Politycznie „śołnierzy-
Górników”;
11) Związkiem „Solidarność” Polskich Kombatantów;
12) Klubem Kombatantów 4 Pomorskiej Dywizji Piechoty im. Jana
Kilińskiego;
13) Związkiem Inwalidów Wojennych;
14) Radą do Spraw Kombatantów i Inwalidów Wojennych;
15) Krajową Radą Sądownictwa;
16) Instytutem Pamięci Narodowej.
W
związku z powyższym apeluję o lobowanie wśród posłów i
senatorów. Zachęcam wszystkich kolegów mających tzw.
"dojścia" o przekazywanie do biur poselskich
posiadanej wiedzy, czym były Wojskowe Obozy Specjalne.
Jednocześnie upoważniamy do występowania również i w
obronie naszych interesów kolegę Józefa Pinterę, szefa
bratniego Stowarzyszenia Chełmiaków. Nie
możemy przegapić tej sprawy. Wnioski chłopaków występujących
na drogę sądową są odrzucane z powodów formalnych. (Płytę
DVD o Wojskowych Obozach Specjalnych można nabyć nie
koniecznie drogą kupna kontaktując się ze mną.)
Leszek
Jaranowski
STANOWISKO
SOLIDARNOŚCI WALCZĄCEJ
przedstawione
na spotkaniu Grupy Roboczej Środowisk Opozycji
Antykomunistycznej w Warszawie dnia
15 marca 20008 r.
W SPRAWIE
Ustawy
z dnia 19 września 2007 (DU 2007 nr 191 poz. 1372)
–
o zmianie ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń
wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na
rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego
(W
sprawie: zadośćuczynienia i odszkodowania)
Obowiązująca,
znowelizowana ustawa wprowadza podział naszego środowiska byłych
represjonowanych PRL – na lepszych i gorszych. Na tych
pierwszej kategorii i dalszych. Uprawnienia do ubiegania
się o roszczenia i zadośćuczynienie nadaje niewielkiej
grupy osób. Wszystkim pozostałym, którzy w różny sposób
podejmowali się działalności na rzecz przemian
demokratycznych w Polsce, Ustawa daje tylko złudną nadzieję
na możliwość uzyskania zadośćuczynienia.
Pominięci
mogą być nawet ci, którzy otrzymali wysokie odznaczenia państwowe,
jak i ci, którym unieważniono wyroki z inicjatywy
państwa w latach 90.
Możliwości
ubiegania się o zadośćuczynienie nie mają osoby, które
działały i były represjonowane w latach stanu
wojennego, ci, którzy ukrywali się w stanie wojennym, a nie
byli aresztowani i internowani. Albo ci, którzy pod wpływem
represji UB za działalność związkową zostali zmuszeni do
zwolnienia się z pracy – niekoniecznie na podstawie
wypowiedzenia ze strony zakładu pracy. Również ci, którym
w stanie wojennym aparat represji uprzykrzał życie w inny
sposób, np. poprzez blokowanie możliwości podjęcia innej
pracy, „lipne sprawy”, wytaczane przez urzędy
skarbowe, albo represje, groźby i działania wobec członków
rodzin. W końcu nie mogą ubiegać się o zadośćuczynienie
rodziny zamordowanych.
Z
niepokojem też zauważamy, że pojawiające się orzecznictwo
sądowe ujawnia braki i niedopracowania ustawowe.
Dostrzegamy też, że ustawa nie jest powszechnie znana, a obowiązujący
zawężający termin (jednego roku) składania wniosków w
sprawie zadośćuczynienia jest zbyt krótki. Naszym zdaniem
powinien on być przedłużony bezterminowo. Oczekujemy takich
zmian prawa – Kodeksu karnego, cywilnego oraz pracy, aby
nasze wnioski nie były oddalane z powodu przedawnienia.
Oczekujemy zwolnienia z opłat sądowych nie tylko w
sprawach toczących się przed Sądem Karnym, ale i pozostałymi.
Naszym
zdaniem wymienione przykłady, a pominięte w uchwalonej
ustawie, powinny być rozpatrywane na gruncie art. 417 Kodeksu
cywilnego.
Wymieniany
powyżej katalog represji aparatu państwowego wobec nas, jak
i inne zmiany prawa, powinien być w
ł ą c z o n y do pilnej nowelizacji
niniejszej ustawy.
Proszę
nas nie dzielić – wszyscy w stanie wojennym ryzykowaliśmy
naszą wolnością, spokojem i bezpieczeństwem naszych
rodzin. Niech sądy podejmują sprawiedliwe wyroki.
Przewodniczący
Stowarzyszenia
Solidarność Walcząca
Kornel
Morawiecki
Adresaci:
Prezydent
RP,
Premier,
Marszałkowie
Sejmu i Senatu,
Kluby
Poselskie PiS, PO, PSL
|
©
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Osób Represjonowanych
w Specjalnych Obozach
Wojskowych w latach 1982-1983
©
Leszek Jaranowski
Nieautoryzowane
rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej strony w
jakiejkolwiek postaci bez wiedzy i zgody jest zabronione. Publikowanie,
wykonywanie kopii na dowolnych nośnikach powoduje naruszenie praw
autorskich.
W
sprawach udostępnienia materiałów proszę się kontaktować z
autorem strony Leszkiem Jaranowskim.
|
|